MAŁOPOLSKA TO GO

Dom Handlowy Jubilat, fot. A. Kokoryn, MIK, CC BY-SA

Nowoczesny Kraków sprzed pół wieku

  • 5 obiektów
  • 2,5 km
  • 1 godz.
  • pieszo
  • bez samochodu
  • zabytki

Nowoczesny Kraków? Brzmi równie dziwnie, jak sformułowanie „starożytna Gdynia”. Jednak w  wypadku tego pierwszego miasta to bynajmniej nie oksymoron, ale jedna z jego jak najbardziej prawdziwych, choć mniej znanych twarzy. W całej Polsce, a nawet wśród większości mieszkańców dawnej stolicy, pokutuje stereotypowy obraz Krakowa jako miejsca wypełnionego głównie wiekowymi zabytkami, z największym w Europie średniowiecznym rynkiem, żydowskim Kazimierzem, z wieżami licznych kościołów tworzących malowniczą panoramę. Nie znaczy to jednak wcale, że stolica Małopolski to tylko Stare Miasto, zamknięte w słoju z formaliną i wystawione w gablocie ku uciesze turystów. Kraków jest jednym z nielicznych w Polsce ośrodków, które stale się rozwijają, nie ominęła go więc (i nadal nie omija) nowoczesność, choć tej opierał się wyjątkowo długo.

Wszystko przez szczególny splot okoliczności. W XIX w. rewolucja przemysłowa dokonywała olbrzymich zmian w wielu miastach świata – budowa fabryk i zakładów ściągała tłumy nowych mieszkańców, rodząc masę problemów, od przeludnienia i wzrostu zanieczyszczeń po niekontrolowany rozrost tkanki miejskiej i chaos przestrzenny. Kraków nie uległ tym tendencjom, obwarowując się przed napierającą falą nowoczesności. Położony na krańcach cesarstwa austriackiego, był wówczas twierdzą graniczną, jego ulice i domy chronił pierścień nowych fortyfikacji. To właśnie mury i wały skutecznie hamowały rozrost miasta, a same władze bacznie pilnowały, by rozwój lokalnego przemysłu nie przyciągnął do Krakowa rzeszy niepożądanych przyjezdnych. Także obie wojny światowe obeszły się z miastem wyjątkowo łagodnie. W odróżnieniu od wielu polskich metropolii, hekatomby wojenne nie naruszyły zbytnio zabudowy, a Kraków trwał wciąż na straży tradycji, nauki i sztuki. Secesyjne budowle z początku XX w. czy krótka przygoda z modernizmem w międzywojniu nie zmieniły w istocie jego charakteru.

Wielkie przeobrażenie nadeszło wraz z nową władzą. To w socjalistycznej Polsce Kraków miał ulec diametralnej metamorfozie. Nowy ustrój polityczny – hołdujący proletariatowi, stawiający na piedestale robotnika czy traktorzystkę – absolutnie nie przystawał do intelektualnego oblicza Krakowa. Decyzją stricte polityczną chciano przeobrazić miasto w ośrodek przemysłowy, w którym ludzie pracy i technokraci stanowiliby jego nową elitę. I tak wśród pól podkrakowskiej wsi Mogiła wyrosła Huta im. Lenina – jeden z największych zakładów metalurgicznych na świecie. Dla tysięcy nowych pracowników zbudowano Nową Hutę, robotniczą dzielnicę, która miała być przeciwwagą dla szacownego, starego Krakowa. Choć dla ówczesnej władzy fetyszem była wszelka nowoczesność, a na ówczesnych plakatach propagandowych obowiązkowymi motywami były kominy fabryk, słupy trakcji wysokiego napięcia i gigantyczne maszyny, to jednak w pierwszych latach budowania komunizmu obowiązującym w architekturze i wszystkich sztukach stylem był socrealizm, charakteryzujący się „socjalistyczną treścią i narodową formą”. Ta enigmatyczna formuła oznaczała zazwyczaj powrót do klasycznych wzorców. Założenie Nowej Huty oparte było wręcz na barokowym układzie promienistych ulic i symetrii planu, a budynki obleczono w ciężkie ozdoby i detale.

Prawdziwa nowoczesność w pełnej i nieskrępowanej formie przyszła do Krakowa dopiero po odwilży 1956 r. Do miasta zawitał wówczas spóźniony funkcjonalizm, który na świecie triumfował już od dekad. Architekci mogli wreszcie tworzyć zgodnie ze swoim stylem, nie zważając na narzucony wcześniej socrealistyczny kostium. Nastała złota dekada, która trwała do drugiej połowy lat 60. Wyrosły wówczas budynki należące do najodważniejszych w mieście. Szczęśliwie dobrze się wpisały w istniejącą zabudowę, chociaż większość projektantów tworzyła w zupełnie nowym dla Krakowa języku architektonicznym. Te zmiany dotyczyły wszystkich elementów budowli: nowe konstrukcje, zwłaszcza żelbetowy szkielet, uwolniły zewnętrzne mury od ciężaru – już nie były one elementem nośnym, ale jedynie „skórą” chroniącą przed zewnętrznymi czynnikami. Taki jest 15-piętrowy wieżowiec Biprostalu, którego ściany osłonowe to tylko wielkie tafle szkła. Ten ukończony w 1964 r. pierwszy w mieście drapacz chmur, sięgający 55 metrów, pokazywał możliwości nowych technologii.

Budynki stały się wówczas – zgodnie z myślą Le Corbusiera, najsłynniejszego architekta XX wieku – „mądrą, skoordynowaną grą brył w świetle”. Dominowały prostopadłościenne formy bloków, wolno stojące, będące w opozycji do wcześniejszej, gęstej zabudowy kwartałowej. Tę nowocześni architekci zgodnie odrzucili, uznając za niezdrową, bo niedostarczającą trzech podstawowych elementów idealnego miasta: „słońca, przestrzeni i zieleni”. Zasady te zostały zapisane jeszcze w 1933 r. w Atenach przez światowej sławy architektów w tak zwanej Karcie Ateńskiej. W Krakowie najdoskonalszą realizacją tej triady jest miasteczko studenckie, na które składają się zarówno wieżowce, jak i horyzontalne bloki, wszystkie w formie białych rzeźb tonących w morzu zieleni.

W mieście nie zabrakło też twórczych i awangardowych eksperymentów. Jednym z najciekawszych jest budynek Biura Wystaw Artystycznych tuż przy Plantach, czyli dzisiejszy Bunkier Sztuki, ukończony w 1965 r. To dzieło Krystyny Tołłoczko-Różyskiej powstało na obrzeżach Starego Miasta, częściowo wchłaniając gotycką kamienicę. Galeria otrzymała elewację z surowego betonu, którą pokrywają rzeźbiarskie reliefy. Kompozycje prostokątów powstały przez odciśnięcie desek szalunku w betonie. Bunkier Sztuki, mimo skrajnie niepokornej, nowoczesnej formy, idealnie wpisuje się w sąsiedztwo, a jego ściany sprawiają wrażenie kamiennych, zmurszałych murów. W zasadzie większość fasad wówczas powstających budynków to wręcz przestrzenne dzieła sztuki, jak w przypadku domu mieszkalnego pod numerem 2 przy ul. Fałata, którego płaską elewację znaczą wysunięte, zgeometryzowane podziały, niczym z obrazów Pieta Mondriana. Czasami ściany dosłownie pokrywają dzieła artystów, modne są wielkoprzestrzenne mozaiki, można je podziwiać m.in. na elewacjach Kina „Kijów”, Biprostalu i Teatru „Bagatela”.

Złota dekada przełomu lat 50. i 60. skończyła się szybko – indywidualną architekturę zabiły prefabrykowane bloki, normatywy, niedbalstwo wykonawców i coraz większe braki materiałowe. Same zaś perły późnego modernizmu, choć w momencie powstania były niejednokrotnie wizytówkami nowego Krakowa, dziś zaniedbane, od lat nieremontowane, popadły w kompletne zapomnienie i od dawna wstydliwie pomija się je we wszelkiego rodzaju przewodnikach. Pora jednak docenić nowoczesny Kraków, który liczy już ponad pół wieku. Jego obiekty, choć pokryte brudem, zszarzałe, wciąż mogą niejeden współczesny budynek zawstydzić swoją wysublimowaną formą i odważną estetyką.

Autor: Tomasz Malkowski
Licencja: copyright
Źródła: M. Włodarczyk, Architektura lat 60-tych w Krakowie, Kraków 2006 A. Basista, Betonowe Dziedzictwo. Architektura w Polsce czasów komunizmu, Kraków 2001 M. Fabiański, J. Purchla, Historia architektury Krakowa w zarysie, Kraków 2001
Data publikacji: 2026

obiekty na trasie

1

Wyższa Szkoła Rolnicza (obecnie Uniwersytet Rolniczy)

2

Dom „Stu balkonów”

3

Budynek Biprocemwap

4

Kino „Kijów” i Hotel „Cracovia”

5

DH Jubilat

?

Nowoczesny Kraków sprzed pół wieku

nawiguj do celu

więcej na:

przydatne informacje:

Możliwość zwiedzania:
szczegółowe informacje na stronie internetowej
Możliwość zwiedzania:
Czas zwiedzania:
Opłaty:
Parking:
Toaleta:
Gastronomia:

Do poczytania

Podobne trasy

Trasy w pobliżu

Na szlaku przydaje się prowiant 😉 Ta strona używa plików cookies i localStorage.
Korzystając z niej, akceptujesz ich wykorzystywanie zgodnie z polityką prywatności.