W dzisiejszych czasach, ze względu na łatwy dostęp do produktów z najdalszych zakątków świata, nasze jadłospisy nie mają granic. Pokolenie 30-latków nie pamięta już, że ćwierć wieku temu dostępność podstawowych produktów nie była czymś oczywistym. Jeśli spojrzymy kilka wieków wstecz, okaże się, że potrawy dziś traktowane jako pospolite kiedyś uznawane były za rarytasy osiągalne wyłącznie dla najbogatszych, a zwykły człowiek był zdany przede wszystkim na swoje umiejętności rolniczo-łowieckie i mało przychylne w tej dziedzinie prawo.

W Polsce od pewnego czasu panuje trend zakładający zwrócenie się ku kulinarnym tradycjom, odrzucenie gotowych produktów i wyrób tego, co się da, w domu. Pieczemy własne chleby, warzymy własne piwo, wytwarzamy sery i wędzimy wędliny. Jak nasi przodkowie. Choć nie do końca.

Weźmy chleb. Najbardziej dziś pospolity biały chleb pszenny w średniowieczu uznawany był za produkt luksusowy, a pozwolić sobie na niego mogli jedynie bogacze. Pospólstwo żywiło się podpłomykami, ewentualnie chlebem żytnim. Najpopularniejszym wówczas gatunkiem zboża było proso, z którego chleba raczej nie wypiekano. Pszenica i żyto pojawiły się później, a ich popularność rosła powoli.

Spożywanie mięsa jest tak zakorzenione w naszej kulturze, że trudno sobie wyobrazić czasy, w których go nie jedzono. A jednak, średniowieczni chłopi byli w większości przymusowymi wegetarianami. Miały na to wpływ przede wszystkim regalia, zakazujące polowań na dziką zwierzynę i połowu ryb, które zarezerwowane były dla możnych. Inaczej sytuacja wyglądała na dworze. Jego mieszkańcy wraz z rycerzami żywili się najlepszą dziczyzną, doprawianą przyprawami sprowadzanymi z dalekich krajów, którą zagryzano białym pieczywem i popijano miodem pitnym.

W średniowieczu wśród możnych niezwykle popularne były spektakularne uczty. Wówczas na stołach pojawiało się to, co dany szlachcic miał najlepszego do zaoferowania: pieczone prosięta, przepiórki, bażanty, sarny czy dziki. Często raczono się także ogonem bobra i niedźwiedzimi łapami. W przeciwieństwie do gospodarstw chłopskich, w kuchni dworskiej przeważało mięso, warzywa w większej ilości pojawiły się dopiero w XVI wieku za sprawą królowej Bony. Z kolei sprowadzane z Dalekiego Wschodu przyprawy miały na celu nie tylko wzbogacenie smaku mięsa, ale także zabicie aromatu zgnilizny, gdyż z powodu ograniczonych możliwości przechowywania, świeżość mięsa często pozostawiała wiele do życzenia. Do mięsa serwowano rozmaite kasze, ponieważ ziemniaki, podobnie jak inne warzywa, pojawiły się w Polsce dopiero później.

W średniowieczu najpopularniejszym alkoholem na dworskich stołach był miód pitny. Nie mając wina, robią pewien napój z miodu, który upija ludzi znacznie bardziej niż wino – pisał o Polakach wenecki podróżnik Ambrogio Contarini w XV wieku. Był to trunek kosztowny. Chłopi pili głównie piwo, które używane było także do przygotowywania zup, tak zwanych piwnych polewek, w których skład poza piwem wchodziły między innymi cukier, jaja i kawałki chleba.

Dziś większość średniowiecznych dań byłaby dla nas trudna do zaakceptowania – były zbyt ciężkie i zanadto tłuste. Trudno się dziwić, w końcu wraz z upływem wieków kuchnia dopasowywała się do realiów i ewoluowała wraz rozwojem społecznym. Dziś nie ma już rycerzy, którzy musieli najeść się do syta, jako że w perspektywie mieli kilkudniowe podróże konno czy bitwy, podczas których jedzenia mogło zwyczajnie zabraknąć.