MAŁOPOLSKA TO GO

Polichromia, fot. A. Stelmach 2019, CC BY-SA 3.0

Polichromia z lat 60. XX w.

Polichromia z lat 60. XX w. jest częścią trasy Warstwa po warstwie. Odkrywanie Olkusza.
To pierwsze w bazylice, co wzbudza ciekawość i/lub zdziwienie. Potężne ośmioboczne filary podtrzymujące nawy świątyni w całości pokryte są ponad setką wizerunków świętych i nieświętych z przynależnymi im atrybutami (na szczęście dla nieobytych z żywotami świętych to wersja z podpisami).
Wykonane zostały metodą sgraffito − to technika polegająca z grubsza na nakładaniu i zeskrobywaniu tynku. Wielbiciele tej stylistyki będą zachwyceni, będą chodzić między filarami i odkrywać kolejnego brodatego albo ciemnoskórego proroka o wyglądzie fakira na diecie.
To, co najbardziej zachwyca, to oszczędna forma i surowe piękno. Postacie zostały narysowane najprościej jak to możliwe − kilkoma kreskami. Zarówno ich szaty (jeśli je mają), jak i przestrzeń pomiędzy nimi wypełniają figury geometryczne, kropki, kreski. Ciepła brązowo-miodowa tonacja i chropowatość tynku przenoszą nas w czasy neolitycznych malowideł ściennych − nie ma patosu, cierpienia, okrucieństwa, żadnego złota ani srebra. Dzięki temu święci (i nieświęci) są bliscy dziecięcej wyobraźni i wrażliwości: Augustyn w okularach, uśmiechnięta Jadwiga na obcasach, ascetycznie szczupły Sebastian najeżony wprawdzie strzałami, ale przypominającymi raczej harcerskie strzałki z gry w podchody.
Autor koncepcji to wybitny konserwator zabytków Józef Edward Dutkiewicz. Był zwolennikiem wprowadzania do zabytkowych wnętrz elementów współczesnej dekoracji, a więc − śmiało dodajmy − artystą kontrowersyjnym. Dziś miałby trudno, chodziły nawet pogłoski o pomyśle zamalowania polichromii.
W 1968 r. podczas pracy w kościele profesor spadł z rusztowania i zginął na miejscu (klątwa?) − stąd drugie epitafium.

Na szlaku przydaje się prowiant 😉 Ta strona używa plików cookies i localStorage.
Korzystając z niej, akceptujesz ich wykorzystywanie zgodnie z polityką prywatności.