MAŁOPOLSKA TO GO

Wiktorówki, fot. B. Juszczak, 2020, CC BY-SA 3.0

Wiktorówki

Aby dojść do sanktuarium na Wiktorówkach, należy z Rusinowej Polany skręcić w prawo i trzymać się niebieskiego szlaku. Po drodze mija się mostek nad Złotym Potokiem, za którym czekają drewniane schodki prowadzące prosto do ukrytego wśród smreków leśnego kościółka. Stuk, stuk i jesteśmy.
Według ustnego przekazu w tym miejscu w roku 1860 (lub 1861) czternastoletniej Marysi Murzańskiej miała się objawić „jaśniejąca pani”. Marysia była jedną z pasterek opiekujących się owcami na Rusinowej Polanie. Pewnego ciepłego wieczoru zorientowała się, że z hali zniknęło stado owiec, dlatego poszła go poszukać w okolicach świerkowego lasu zwanego właśnie Wiktorówkami. „Piękna pani” obiecała Marysi, że owce wkrótce się odnajdą, a także poprosiła ją, aby upominała okolicznych mieszkańców i wzywała ich do pokutowania za dawne winy. Zgodnie z przekazem owce szybko się znalazły, a w miejscu objawienia przybito do drzewa obrazek, zastąpiony później figurką Matki Boskiej Jaworzyńskiej, która aktualnie znajduje się w ołtarzu głównym. Na początku XX wieku postawiono tutaj szałas, przekształcony następnie w kaplicę, która obecny kształt uzyskała pod koniec lat 30. Była ona jednak w międzyczasie kilkukrotnie powiększana. Co ciekawe, sama Marysia ostatecznie nie wpisała się w hagiograficzny kanon, gdyż w późniejszym czasie zatrudniła się w karczmie, urodziła nieślubne dziecko i zmarła w dość młodym wieku.
Obecnie decyzją kardynała Wojtyły opiekę nad sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr sprawują dominikanie. Wiele par decyduje się ślubować sobie miłość właśnie tutaj, a pasterka pod gołym niebem cieszy się ogromną popularnością.
Częstym gościem tatrzańskiego sanktuarium był oczywiście Karol Wojtyła, który wiele razy zjawiał się w okolicach Rusinowej Polany na modlitwę i kontemplację, a także na gorącą herbatę! Tradycja częstowania gości herbatą sięga zamierzchłych czasów. Każdy turysta, który zawita w okolice kaplicy, może wstąpić do kuchni i usiąść przy stole, przy którym siadywał późniejszy papież Jan Paweł II, a przede wszystkim skosztować (za symboliczną ofiarą) pysznego gorącego naparu, który smakuje nadzwyczajnie zwłaszcza zimą. Może więc warto od czasu do czasu zamienić wadowicką kremówkę na tatrzańską herbatę?

Na szlaku przydaje się prowiant 😉 Ta strona używa plików cookies i localStorage.
Korzystając z niej, akceptujesz ich wykorzystywanie zgodnie z polityką prywatności.