(Prawie) najlepsza kranówka świata

(Prawie) najlepsza kranówka świata

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

Czy słyszałeś już, że Kraków ma najzdrowszą (po Singapurze) wodę z kranu na świecie? Ogłosiła to niedawno Europejska Organizacja Współpracy na rzecz Benchmarkingu (EBC). My opowiemy Ci, skąd wzięła się ta znakomita kranówka!

Gotfryd Fanttinante postanawia zaradzić niedoborom wody

Cała ta historia zaczyna się, oczywiście, od niedoborów. Pod koniec XIV wieku w Krakowie mieszkało już około 12 tysięcy ludzi, a studni publicznych było zaledwie… 25. Jednym z głównych inicjatorów budowy wodociągu mógł być niejaki Gotfryd Fanttinante, element – nomen omen – napływowy. Fanttinante był włoskim kupcem, który w Krakowie zrobił oszałamiającą karierę. Został generalnym żupnikiem Bochni i Wieliczki oraz członkiem władz miejskich. A że wcześniej mieszkał w skanalizowanych Genui i Brugii, pomysł urządzenia wodociągu mógł wyjść od niego.

Perypetie z budową wodociągów 

Budowa, jak to w Krakowie, ciągnęła się długo. Obfitowała też w liczne zwroty akcji. Pierwszy rorenmeister – Petrus Swalme – z niewiadomych przyczyn rzucił się z nożem na miejskiego patrycjusza i poranił do krwi jego sługę. Został za to wygnany z miasta, co bynajmniej nie przyśpieszyło zakończenia inwestycji. Opiekę nad powstającym wodociągiem przejął bliżej nieznany historykom aqueductor Pesco. Od 1399 roku nad budową cugu, czyli rurociągu, czuwało dwóch specjalistów – Marcin, magister cannarum, oraz jego pomocnik, powroźnik Mikołaj. 

W tym czasie działał już w Krakowie rurmus. Zlokalizowana za Bramą Sławkowską drewniana maszyneria potrafiła zamocowanymi na kole wiadrami wznieść wodę na wysokość 213–214 m n.p.m., by pod ciśnieniem wpuścić ją do rur. Sama napędzana była kołem, podobnym do młyńskiego. Wodę czerpała z Rudawy, skierowanej pod miejskie mury sztucznie umocnionym korytem. W XIV wieku krakowski rurmus był w stanie dostarczyć około 50 metrów sześciennych wody na godzinę. 

Drewniane rury dostarczają wodę krakowianom

To wtedy w Krakowie położono pierwsze rury. Były drewniane. Wykonano je z sosnowych pni o długości dwóch metrów i średnicy około 25–35 cm, łączonych metalowymi tulejami. Rury wkopywano na głębokość trzech łokci, czyli około 1,7 metra, gdzie zimą nie sięgał już mróz. Leżały pod ulicami Sławkowską, Szczepańską, Szewską, św. Jana oraz zachodnią i północną pierzeją Rynku. Później wodociąg rozrósł się. Około 1403 roku budowę uznano za ukończoną. Krakowianie mogli odtąd chadzać po wodę do tak zwanych rząpi, niedużych powierzchniowych zbiorników. Za korzystanie z nich płacili dwa grosze na kwartał.

Rajca miejski wyprzedza rodzinę królewską

Pierwszym człowiekiem, który kazał zbudować sobie prywatne przyłącze, był Marcin Chmiel, rajca miejski. W 1441 roku zapłacił 10 grzywien, zakupił drewniane rury o średnicy jednego palca i wynajął rurmistrza, by doprowadził nimi wodę na podwórze jego domu przy ulicy św. Jana.

W gorszej sytuacji niż pan Chmiel i jego potomkowie byli, paradoksalnie, mieszkańcy Wawelu. Król i jego dwór wodociągu zdolnego dostarczyć wodę na wzgórze wawelskie doczekali się dopiero w XVI wieku. A i tak nie wszyscy chcieli z niego korzystać. Rzecz w tym, że wodę czerpał on z Rudawki, płynącej wzdłuż murów miejskich, gdzie krnąbrni mieszczanie zwykli spuszczać… kloakę. W 1531 roku królowa Bona kategorycznie odmówiła kąpania się w tym, co płynęło z zamkowych rur. Wodę do jej wanny donoszono więc ze studni kanoników wawelskich.

Potop szwedzki odbiera krakowianom wodę na trzysta lat

Pierwszy krakowski wodociąg zakończył swój żywot wraz z potopem szwedzkim. Rajtarzy zniszczyli wówczas rurmus, odcinając dopływ wody do miasta. Na odbudowę sieci wodociągowej trzeba było czekać aż… trzysta lat!
W 1866 roku prezydentem Krakowa został Józef Dietl, lekarz i profesor medycyny. Przyrzekł uczynić swoje miasto „czystym, zdrowym i ozdobnym”. Natychmiast kazał przystąpić do projektowania wodociągu. „Nie zrażajcie się Panowie wielkimi kosztami, jakie pociągnie za sobą urządzenie wodociągów, bo koszta przeminą, korzyści zaś będą wieczne!” – apelował do radnych.

Zaciągnął pożyczkę loteryjną na astronomiczną kwotę 1,5 miliona złotych reńskich. Jedna trzecia z tego miała iść na budowę wodociągu. Projekt „zaopatrzenia miasta i przedmieścia w wodę wiślaną do skrapiania ulic i do potrzeb domowych na wszystkich piętrach aż do poddasza, do potrzeb fabrycznych, szpitali i koszar, a wreszcie do ozdobienia miasta za pomocą 10 fontann” był gotów jesienią 1870 roku.

Niestety, był zupełnie nierealny. Główny problem był prozaiczny: skąd wziąć wodę do napełnienia rur? Dyskusje, czy ciągnąć wodę z Będkówki, czy z Sułoszówki, z Rudawy, z Wisły, czy może z warstw podziemnych doliny Białuchy, ze źródeł w Regulicach, a może z Czatkowic ciągnęły się… 27 lat. Rozważano nawet budowę systemu akweduktów, które sięgałyby Tatr, oraz wiercenie 160-metrowych studni artezyjskich pod placem Kleparskim.

Bielańskie zasoby ratują Kraków

Rozwiązanie tymczasem leżało całkiem blisko. Właściwie pod nosem. Wystarczyło zbadać wody gruntowe Krakowa. Podziemne wody z okolic Bielan okazały się czyste i wystarczające, by napoić miasto. W 1897 roku budową wodociągu zajęło się Miejskie Biuro Wodociągowe, na którego czele stanął cesarsko-królewski nadinżynier Roman Ingarden. Projekt zakładał budowę trzydziestu studni, wbitych w grunt co 42–70 metrów. Studnie miały sięgać do wodonośnej warstwy piasków i żwirów, ukrytych pod trzymetrowym pokładem gliny, i dawać 16 tysięcy metrów sześciennych wody na dobę.

13 lutego 1901 roku prezydent miasta Józef Friedlein ogłosił, że wodociąg imienia cesarza Franciszka Józefa został ukończony. Uruchomiono go następnego dnia, po mszy świętej w kościele Mariackim.

Rósł szybko. Nawet wolne wówczas miasto Podgórze zdecydowało, by skorzystać z krakowskiej sieci, zamiast budować własny wodociąg. W latach 20. XX wieku, gdy wody w warstwach podziemnych zaczęło brakować, zdecydowano ją… produkować. W tym celu na Bielanach powstał specjalny basen, do którego wlewano wodę wiślaną, pozwalano jej przesączyć się przez warstwę żwiru i piasku, i tak oczyszczoną pobierano. Długo więc Kraków, niczym smok wawelski, pił wodę z Wisły. Niestety, rzeka była coraz brudniejsza. Od 1933 roku trzeba było zacząć chlorować wodę. W 1951 roku skażenie wzrosło do tego stopnia, że trzeba było na dwa dni przerwać pobór. Kraków znów zaczął cierpieć pragnienie.
Wyjściem okazała się niewielka, króciutka rzeczka Sanka. W 1957 roku jej wody po raz pierwszy zasiliły wodociąg. W 1988 roku Kraków mógł ostatecznie zrezygnować z picia wody wiślanej.

Prawie najlepsza woda na świecie

Dziś już tylko 10 procent mieszkańców Krakowa pije wodę z zabytkowej stacji wodociągów na Bielanach. Zdecydowana większość gotuje, pierze i kąpie się w wodzie z Raby, z Rudawy, nowohucianie zaś – z Dłubni. Dzięki tym wielu ujęciom krakowskie wodociągi są w stanie zapewnić miastu aż 300 tysięcy metrów sześciennych wody na dobę. Kraków zużywa jedynie połowę z tego. I – jak już powiedzieliśmy – jest to woda najwyższej jakości. Lepsza płynie z kranów jedynie w Singapurze!


Korzystałam z książki Roberta Wierzbickiego Wodociągi Krakowa.
Fot. pixabay.com, domena publiczna