Mały, lecz dziki

Mały, lecz dziki

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

To nawet nie las, a lasek. Malutki, zapomniany, podmokły, z zaniedbanymi alejkami z popękanym asfaltem. Ma jednak w sobie czar i urok. I jeszcze coś: dzikość. Przy całej swej maleńkości jest jednym z nielicznych ocalałych fragmentów prastarej puszczy, która w czasach piastowskich pokrywała niemal cały nasz kraj. Pomyśl o tym, gdy będziesz spacerował po Lasku Mogilskim!

Nie było w nim wprawdzie grzybów ani saren, ale dla nas, dzieciaków z Nowej Huty, był najprawdziwszym lasem. Może i niewielkim, ale naszym! A taki własny las, nawet mały, zdziczały i zaniedbany, to było coś zupełnie innego niż ugrzeczniony park czy plac zabaw. Wyprawa tam zawsze miała posmak przygody!

Odkąd pamiętam, chodziliśmy tam szukać wiosny. Skręcaliśmy w ulicę Klasztorną, mijaliśmy klasztor cystersów i kierowaliśmy się dalej, w stronę Wisły. Tam, jeszcze zanim drogę zagrodził nam wał wiślany, można już było zagłębić się w las. Wiązy, dęby i jesiony były jeszcze szare, brzydkie i wciąż nagie po zimie. Prawie nie zwracaliśmy na nie uwagi. Nie wiedzieliśmy wtedy, że taki podmokły wiązowo-dębowy las jest w dzisiejszej Europie czymś cennym i unikalnym. Że to relikt dawnych słowiańskich puszcz. Nas – dzieci – znacznie bardziej interesowały kwiatki. A tych było w Lasku pełno od najwcześniejszej wiosny. Babcie uczyły nas, że te, które rozścielają się w runie białymi dywanami, to zawilce, te niebieskie nazywają się przylaszczki, zaś te żółte na grubych włochatych łodygach – to pierwiosnki lub prymulki. Mówiono nam, że są pod ochroną, więc nigdy ich nie zrywaliśmy. Nie wolno nam także było zbierać kaczeńców, których w podmokłym Lasku było zatrzęsienie. Babcie straszyły nas okropnym w skutkach „zatarciem oczu”. Mieliśmy za to pełne przyzwolenie na szaleństwa na rowerach – mogliśmy nawet znikać babciom z oczu i ścigać się po wykonanych w latach siedemdziesiątych asfaltowych alejkach. Podmokły Lasek był (i wciąż jest) niewielki. Nie sposób było się w nim zgubić. Liczy zaledwie 24 hektary, ograniczone z jednej strony ulicą Klasztorną, z drugiej wałem wiślanym, a z trzeciej zabudowaniami dawnej wsi, a dziś osiedla Mogiła. Znaliśmy go na pamięć.

Oczywiście, nic wówczas nie wiedzieliśmy o jego przeszłości. Ta zaś była świetlana. W pradawnych, piastowskich czasach Lasek był częścią puszczy. W średniowieczu teren ten nazywano Ziemią św. Wacława. Należał do biskupa Iwona Odrowąża, który sprowadził do Polski cystersów. W 1222 roku zakonnicy zbudowali w Mogile, nieopodal Lasku, swój klasztor. Sam (wówczas jeszcze) Las Mogilski od XIII wieku był własnością klasztoru w Koprzywnicy. Dopiero w 1939 roku cystersi z Mogiły odkupili go od współbraci. 


Fot. Zygmunt Put, GDFL, Wikipedia

Nas jednak takie sprawy zaprzątały znacznie mniej niż straszliwe skutki zatarcia oczu kaczeńcami i gonitwy na rowerach. Jednak, jako że najczęściej brały nas do Lasku babcie, stałym punktem wycieczki była kapliczka Matki Boskiej Częstochowskiej. Niewiele o niej wówczas wiedzieliśmy. Pierwsza kapliczka w Lasku powstała w 1928 roku. Stanowił ją obraz Matki Bożej wydrukowany na zwykłym papierze i kupiony przez pielgrzymów z Mogiły w Częstochowie. Oprawiono go w drewnianą skrzynkę i powieszono na dębie. Wiele lat później, w 1947 roku, w Lasku stanęła też większa kaplica. Była wotum za to, że Kraków uniknął zniszczenia podczas ofensywy armii radzieckiej w 1945 roku. Inicjatorem jej budowy był Tadeusz Lamot, budowniczym zaś Jan Figlarz, cieśla z Łęgu. Tej najstarszej kaplicy zupełnie nie pamiętam. Wiem, że rozebrano ją w 1983 i odbudowano w tym samym kształcie w 1986 roku.

Pamiętam za to amfiteatr. A raczej jego ruiny. Do tego miejsca zarośniętego, tajemniczego, pełnego potłuczonych butelek po piwie i winie, nie prowadziły żadne drogowskazy. Zawsze jednak je znajdowaliśmy. Powstał w tym samym czasie co alejki, lecz nigdy nie słyszeliśmy, by odbywały się na nim jakiekolwiek występy. Stał samotnie w środku Lasku i niszczał – jak asfaltowe dróżki i jak cały Lasek, często zaśmiecony i zaniedbywany, ale wciąż pełen dzikiego uroku.
I taki Lasek Mogilski jest też dzisiaj. Wciąż dziki, wciąż zapomniany. Korzenie drzew pokruszyły już w wielu miejscach asfalt. Ale wciąż kwitną tu całe dywany zawilców. I wciąż można zatrzeć sobie oko kaczeńcami!


Korzystałam z informacji zawartych w przewodniku turystycznym po Nowej Hucie autorstwa Macieja Mieziana.

Fot. Zygmunt Put, GDFL, Wikipedia