Poznajcie krakowskie rzeźby plenerowe

Poznajcie krakowskie rzeźby plenerowe

Autor: Ernest Ogórek, Licencja: CC BY-SA

Przyjmijmy, że mamy wolny weekend, który chcemy spędzić w Krakowie. Przypuśćmy, że mamy nietypowe wymagania: jesteśmy pasjonatami rzeźby oraz lubimy spędzać czas na świeżym powietrzu – bo kto nie lubi? Aby spełnić te oczekiwania, postanowiłem na potrzebę tego artykułu stworzyć miniprzewodnik po krakowskich rzeźbach plenerowych.   

Bulwar Czerwieński

Wycieczkę rozpoczynamy w pobliżu jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Krakowa – pod Wawelem, na bulwarze Czerwieńskim. Tuż przed nim stoi bardzo znane dzieło, taka polska statua, która być może jest jedną z najbardziej obfotografowanych rzeźb w kraju. Jeśli nie widzieliście jej do tej pory na żywo, z pewnością dane Wam było zobaczyć ją na tiszertach, otwieraczach i chińskich brelokach. Chodzi oczywiście o smoka wawelskiego autorstwa Bronisława Chromego. Popularność tej rzeźby wynika zapewne nie tylko ze świetnej lokalizacji, ale i z faktu, że co jakiś czas smok bucha ogniem – a tego rzeźby nie zwykły przecież robić na co dzień.

W samym Krakowie można zobaczyć sporo prac Chromego. Jedna z nich znajduje się nieopodal smoka wawelskiego – wystarczy pójść kilkaset metrów w kierunku Mostu Grunwaldzkiego. Tuż przy ulicy Smoczej stoi pomnik, chyba już legendarnego, psa Dżoka – symbolu psiej wierności. O tym, czym zasłynął ów zwierzak, przeczytacie na pamiątkowej tablicy umieszczonej na cokole pomnika. 


Pomnik psa Dżoka, fot. Danuta B., Wikipedia, CC BY SA 3.0.

Warto dodać, że rzeźby Chromego rozsiane są po całym Krakowie, więc jeśli chcecie zobaczyć ich więcej, udajcie się na przykład do parku Decjusza. Artysta ma tam swoją galerię. Jego realizacje zobaczymy także na Kazimierzu (chodzi o fontannę „Grajków” na placu Wolnica) oraz w Nowej Hucie (pomnik lotników polskich poległych na wszystkich frontach II wojny światowej).  

Nowa Huta

Spod Wawelu jedziemy do Nowej Huty, w której zatrzymamy się nieco dłużej. W tej dzielnicy można poczuć ducha lat siedemdziesiątych, które dla krakowskich rzeźbiarzy były swego rodzaju złotym wiekiem. Wówczas władze stworzyły w Nowej Hucie wymarzone warunki pracy dla młodych artystów. To tutaj zlokalizowane były ich pracownie, tutaj mieszkali. Tutaj realizowali wiele zleceń – według ówczesnych władz sztuka miała być blisko ludzi, na osiedlach umieszczano więc między innymi abstrakcyjne rzeźby. Do dzisiaj widać pozostałości tych czasów. Niestety obecnie rzeźby plenerowe w Nowej Hucie ze złotego wkraczają w rdzawy wiek zapomnienia. 

Zwiedzanie zaczynamy na osiedlu Tysiąclecia. Stoi tam Zdobyta przestrzeń, czyli rzeźba znakomitego, lecz nieco niedocenionego Mariana Kruczka. Zdobyta przestrzeń to dzieło bardzo oryginalne z powodu formy i materiałów, których użyto do jego stworzenia. Ma ażurową formę przypominającą maszt z żaglem, na dodatek zostało wykonane z gotowych, stalowych elementów – łańcuchów czy rur. Dzisiaj, właśnie ze względu na ten rodzaj surowców, zapewne byłoby określone mianem sztuki upcyclingowej. Niestety rzeźba ta przegrywa nie tylko z czasem, ale i mieszkańcami osiedla. Ci jej nie lubią i woleliby na jej miejscu mieć parking. Jako ciekawostkę dodam, że w innym miejscu Krakowa – przy ulicy Stolarskiej, gdzie Kruczek miał swoją pracownię – stoi rzeźba plenerowa, dla której los był łaskawszy. To Tępak Stępak, którego zobaczymy przy Stolarskiej 8, tuż obok Kramów Dominikańskich. Industrialna w charakterze praca przypominająca byka, wzbudza ciekawość przechodniów, a dla rowerów bywa nawet stojakiem. 

Wróćmy jednak do Huty. Również na osiedlu Tysiąclecia, niedaleko Zdobytej przestrzeni mamy okazję podziwiać pracę Antoniego Hajdeckiego Spirala Kosmiczna. Niestety znów i tę konstrukcję pożera rdza, jej cokół jest doszczętnie zniszczony, a rosnący obok żywopłot powoli ją „pochłania”. 

Prócz metalowych rzeźb przegrywających z korozją i złomiarzami, sporo jest w Nowej Hucie prac betonowych, które wcale nie mają się lepiej. Wiele z nich ma niejasną genezę powstania, dla części z nich sporna pozostaje również kwestia autorstwa. Nieopodal Spirali Kosmicznej, w pobliżu plant mistrzejowickich zobaczyć możemy dwie ciekawe, betonowe prace. Są to: kompozycja abstrakcyjna Oman (osiedle Bohaterów Września) i Macierzyństwo (nieco dalej – na osiedlu Piastów).


Macierzyństwo, fot. Hip Huta, CC BY SA 

Kierując się do starszej części Nowej Huty, na osiedlu Przy Arce, natkniemy się na kamienną, biomorficzną w formie rzeźbę. To jedna z plenerowych realizacji autorstwa profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – Wincentego Kućmy. Zatytułowana jest Dojrzewanie II, ale dla mieszkańców pozostaje „Groszkiem”. Gwarantuję, że warto spędzić dłuższą chwilę w Nowej Hucie w poszukiwaniu wspaniałych realizacji plenerowych. Park Ratuszowy, okolice zalewu, a także osiedla Spółdzielcze, Kolorowe, Willowe to obowiązkowe przystanki na naszym szlaku.


Dojrzewanie II, fot. Hip Huta, CC BY SA 

Park Krakowski

Ważnym punktem naszej wycieczki powinien być park Krakowski. Od 1973 roku stoją tu rzeźby autorstwa profesorów, dyplomantów krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, jak i autorów niemożliwych dzisiaj do zidentyfikowania. Stefan Borzęcki, Antoni Hajdecki, Wincenty Kućma, Józef Sękowski, Jan Siek, Tadeusz Szpunar i Roman Tarkowski to znane postaci, ich prace możemy oglądać w tym parku. Znajduje się tutaj nawet odpowiednik nowohuckiego „Groszka”, czyli jedna z rzeźb wspomnianego już cyklu Dojrzewanie autorstwa Wincentego Kućmy. 


Pingwin, fot. Pascon, Flickr.com, CC BY SA NC 

Przy głównej alei parku stoi ulubieniec dzieci – Pingwin dłuta Romana Tarkowskiego. Sympatię wzbudza nie tylko jego zabawna forma, ale i fakt, że co jakiś czas przyozdabiany jest przeróżnymi nakryciami głowy czy zgubionymi szalikami. Niestety większość rzeźb swoją kondycją przypomina te nowohuckie. Warto dodać, że dzięki działaniom młodego rzeźbiarza Mateusza Okońskiego, który zainteresował się ich losem, część dzieł z parku Krakowskiego uda się uratować. 

Południowy brzeg Wisły

Co z najnowszymi rzeźbami miasta? Też jakieś znajdziemy. Ciekawe, że znajdują się one wyłącznie na południowym brzegu Wisły. Warta zobaczenia jest rzeźba Mirosława Bałki Auschwitzwieliczka, zwłaszcza że jej los w niedalekim sąsiedztwie MOCAKu nie jest pewny. Rzeźba to betonowy tunel łączący Zabłocie ze Starym Podgórzem, z ażurem tytułowych liter. Praca interesująca i mimo surowej formy powinniśmy ją obejrzeć, nie tylko ze względu na światowej rangi autora.


Auschwitzwieliczka, fot. Alex Ridgway, Flickr.com, CC BY SA NC ND

Ciekawe miejsce ekspozycji dla swojej plenerowej rzeźby zatytułowanej Puryfikacja znalazł wspominany wcześniej Mateusz Okoński. Jesteśmy przy moście Powstańców Śląskich, pośród wód płynącej pod nim Wisły możemy dostrzec betonowy blok ujęcia wody, na którym znajduje się marmurowa rzeźba… świni. Praca (zapewne ze względu na podjęty temat w liturgicznym kontekście tytułu) była swego rodzaju kijem wsadzonym w mrowisko podczas festiwalu sztuk wizualnych ArtBoom w 2012 roku i strach pomyśleć, jak by wyglądała, gdyby dostępu do niej nie broniły wody Wisły. W tym samym roku, podczas tego samego festiwalu, przy ulicy Józefińskiej stanęła rzeźba Małgorzaty Markiewicz Gombrowiczowi – Rodacy. Praca przypomina ławkę lub huśtawkę, początkowo miała stać tylko przez ściśle określony czas, ale dzięki przychylności władz i mieszkańców stoi do dziś.


Puryfikacja, fot. Irena Potoniec, Flickr.com, CC BY SA NC ND

Kolejną ciekawą propozycją są prace Aleksandra Janickiego. Pierwsza z nich to Origami – metalowy żuraw stojący przy Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Wpisuje się on w okres zamiłowania do metalu we współczesnej polskiej rzeźbie, a przez poruszaną tematykę świadczy o inspiracji kulturą Dalekiego Wschodu. Kolejna rzeźba tego artysty to Haiku, początkowo była zlokalizowana przy Muzeum Narodowym, obecnie można ją zobaczyć przed budynkiem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej. Praca przypomina kule zrobione z pomiętych kartek papieru. Wykonano je jednak nie z papieru, a z metalu, który zabarwiono na biało. 

W artykule tym z pewnością pominąłem wiele realizacji plenerowych. Niektóre przez nieuwagę, inne przez utrudniony do nich dostęp, kolejne po prostu z wyboru. Bo które miasto nie ma jakiegoś fatalnego pomnika za ciężkie jak sama rzeźba pieniądze? Na szczęście mamy również rzeźbiarskie skarby, a przy tych zawsze warto przystanąć chociaż na chwilę.

Fot. pixabay.com, domena publiczna