Wciąż żywe

Wciąż żywe

Autor: Małgorzata Molendowicz, Licencja: CC BY-SA

Jeśli los zaprowadzi cię do Bobowej i znajdziesz się na jej urokliwym rynku, być może powita cię skupiona na swej pracy koronczarka Zosia. Twojej uwadze nie ujdzie też zapewne spektakularny koronkowy mural zdobiący ścianę Centrum Kultury i Promocji. 

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości: koronka to symbol Bobowej – naturalny, aktualny i przede wszystkim żywy. Skąd w nim to życie? Ano stąd, że w koronkowe nici wplotły się losy kilku pokoleń miejscowych kobiet. Misterne wzory wyrosły z codziennych obowiązków, smutków, pragnień i marzeń kobiecych. Od wieków były nie tylko ratunkiem w trudnych czasach, źródłem zarobku, ale też odskocznią od monotonnej codzienności, sposobem realizacji ambicji. Okazją do spotkań w kobiecych kręgach i obcowania z pięknem. 

Pasja wielu pokoleń

Nie ma w Bobowej i okolicznych wioskach rodziny, w której babcia, ciocia, mama czy siostra nie zajmowały się kiedyś wyrobem koronek. Nie ma domu, w którym nie znalazłyby się jakieś koronkowe cudeńka, a nierzadko odziedziczony zestaw klocków i bęben, czekający na zabieganą współczesną kobietę.

W 1899 roku przedsiębiorcze kobiety założyły w Bobowej Krajową Szkołę Koronkarską – fenomen na skalę światową – ściągnęły do maleńkiego żydowskiego miasteczka wybitne nauczycielki i setki uczennic z całego kraju. Inicjatywa ta przetrwała w postaci klasy koronczarskiej w Zespole Szkół Zawodowych aż do roku 1999, kiedy to ostatnie absolwentki ukończyły klasę o tym profilu. Zamknięcie tego etapu nie położyło jednak kresu staremu rzemiosłu. Wręcz przeciwnie: można powiedzieć, że koronka przeżywa dziś swój renesans.

Za klocki chwytają nie tylko dziewczynki czy gospodynie domowe, ale także urzędniczki i nauczycielki. Pytane, co je do tego skłania, podają rozmaite przyczyny. Niektóre mówią, że koronki pozwalają im na chwilę oddechu, oderwania od codzienności, uczą je cierpliwości i dokładności. Dla części z nich rzemiosło to jest terapią na skołatane nerwy, dającą możliwość stworzenia czegoś niepowtarzalnego. Wielu skłania do pracy szansa poznania ciekawych ludzi, podróżowania i dzielenia się doświadczeniami. Nie bez znaczenia jest oczywiście również aspekt finansowy.

Przedsiębiorcza pani Zofia

Przed wojną bobowskie kobiety nie szczędziły starań, by rozpowszechniać i sprzedawać swoje wyroby. Wyjeżdżały do dużych miast i miejscowości uzdrowiskowych i starały się zainteresować koronkami bogate panie. Po wojnie natomiast musiały pokonać wiele przeszkód, by rękodzielnictwo nie zaginęło. Zofia Wojna w swych pamiętnikach (na których maszynopis przypadkiem natknęłam się w swoim domowym archiwum) opowiada, jak z walizkami pełnymi koronkowych skarbów, zebranych od bliższych i dalszych sąsiadek, jeździła po Polsce, dobijała się do drzwi ważnych gabinetów, by otwierać oczy, serca i kieszenie na wartości bobowskiego rękodzieła. Tak opisuje jedną z wyjątkowych wizyt: „Doszło do mojej świadomości, że koronczarek jest coraz więcej, a popyt na koronkę coraz mniejszy. Nie pytając więc moich władz (Spółdzielni Cepelia), bo by mi przecie na ten krok nie zezwolono, wybrałam się z koronkami do samego Prezydenta Bieruta”. Była na tyle przekonująca, że wpuszczono ją do gabinetu. „Jak tylko mogłam, przedstawiłam naszą historię Prezydentowi. […] A zauważywszy pięknie lśniące stoły, szybko pozaściełałam je koronkami, aby Prezydent naocznie się przekonał, że nasza koronka może być godną reprezentantką naszego kraju. Niedługo po mojej wizycie spółdzielnia bobowska otrzymała zamówienie na 25 dużych kompletów koronkowych…” z przeznaczeniem na podarunki dla znamienitych zagranicznych gości. Tak bobowska koronka ruszyła w świat. 

Z podobną determinacją pani Zofia walczyła o założenie i rozwój spółdzielni Koronka, która dała pracę okolicznym koronczarkom. Potem zorganizowała świadczenia emerytalne dla trzech tysięcy chałupniczek, przyłożyła też rękę do wcześniejszej elektryfikacji wsi, a nawet zagrała Starościnę w Weselu Wajdy. Z kart jej pamiętnika wyłania się imponujący obraz pełnej energii i pasji przedsiębiorczej kobiety, walczącej o lokalną tradycję, motywującej wiejskie kobiety do rozwijania swych umiejętności, samodzielności i zaradności. 

Festiwalowe koło ratunkowe

W latach dziewięćdziesiątych na pomoc koronkarstwu postanowił ruszyć Bogdan Krok – dyrektor Centrum Kultury i Promocji Gminy Bobowa – który dostrzegł zagrożenie dla dawnego rzemiosła: w dobie upowszechnienia się fabrycznych wyrobów i masowej produkcji atrakcyjność koronek wyrabianych przez wiele godzin czy nawet dni, znacznie zmalała. Na stołach pojawiły się plastikowe serwetki – wygodniejsze, tańsze, bardziej praktyczne. 

Jednym z pomysłów na ratowanie koronkarstwa była organizacja Międzynarodowego Festiwalu Koronki Klockowej – po raz pierwszy odbył się on w roku 2000. Festiwal został znakomicie przyjęty, czego dowodem jest fakt, że za kilka dni rozpocznie się jego szesnasta edycja. Ludzie z różnych zakątków świata przybywają do Bobowej, by podziwiać miejscowe wyroby i chwalić się swoimi koronkami. Podczas Festiwalu można bowiem obejrzeć koronki między innymi z Belgii, Rosji, Portugalii, Słowacji, Słowenii, Niemiec, Anglii, Węgier czy Malty. W ciągu kilku październikowych dni to maleńkie galicyjskie miasteczko zamienia się w światową stolicę koronki klockowej. 

Koronkowa wyobraźnia bez granic

Bobowskie koronki już od dawna nie odgrywają wyłącznie swoich tradycyjnych ról: serwetek, obrusów, wstawek, kołnierzyków. Również i one uległy nowym trendom. Dawne lokalne nazwy wzorów – nasturcja, płotki, astry, rogate, morskie fale, wiatraki, girlandki, puchatki, bogate, kielichy czy cygańska droga – świadczą o pomysłowości ich autorek, jednak dzisiejsze koronczarki udowadniają, że wyobraźnia i kreatywność nie mają granic. Koronki w nowych rolach stają się dziełami sztuki zakorzenionymi w dawnym rzemiośle. Dzisiaj koronkowe obrazy możemy zawiesić na ścianie, koronkowa biżuteria jest niezwykle eleganckim dodatkiem do wieczorowego stroju, panny młode w koronkowych wiankach i z koronkowym bukietem stają na ślubnym kobiercu, a kolekcje strojów wykorzystujących koronkę możemy podziwiać na pokazach mody.

Tak więc, jeśli zawitasz do Bobowej w pierwszym tygodniu października, pozwól się uwieść koronkowym cudom, porozmawiaj z łagodnymi, cierpliwie przerzucającymi drewniane klocki koronczarkami i zachwyć się ich kunsztem. Jeśli zjawisz się tutaj w innym terminie, zajrzyj do sklepiku pani Moniki, gdzie po jednej stronie możesz zobaczyć, jak się robi koronkę, obejrzeć i kupić gotowe wyroby, a po drugiej naprawisz zepsutą komórkę czy laptop. Fenomen tradycji przetrwał. Ale cóż w tym dziwnego, skoro z nićmi splatają się ludzkie losy i emocje?

Fot. M. Jałoszyńska, CC BY SA NC ND