Linie i koła w kalendarzu

Linie i koła w kalendarzu

Autor: Magdalena Zych, Licencja: CC BY-SA

Czasem jest tak, że w kalendarzu odnajdujemy nie kolejne dni, miesiące i lata, tylko powtarzalność, za którą widać znów rytualnie witany nowy rok, majówkę, początek wakacji. Ta różnica między czasem biegnącym jak linia a czasem zapętlonym jest przykładem odmiennego odczuwania czasu, czego sami wciąż doświadczamy. 

Czas linearny pojawia się w historii kultury wraz z chrześcijaństwem, które opiera się na wyjątkowych wydarzeniach oraz jest nakierowane na przyszłość rozumianą w religijnym porządku zbawienia, to czas, który ma początek i koniec. Rzymianie statyczny, cykliczny czas grecki odczuwali już przez pryzmat momentów historycznych, ale wciąż były one powtórzeniem. Natomiast najstarszym sposobem odczuwania czasu jest uczestniczenie w jego kolistej strukturze, która podtrzymuje porządek świata dzięki specjalnym działaniom człowieka ujętym w rytuały i obrzędy. Sens kolistości polega na tym, że to, co przemija, i to, co następuje, nakłada się na siebie, współistnieje. Wzorem dla tego modelu jest rytm przyrody, a regularność powtórzeń ceniona jest wyżej od pojedynczych wydarzeń. Dlatego przez setki lat społeczność agrarna negowała akty nowatorstwa i samodzielne postępowanie jednostek. Normą było postępować tak, jak inni, dokonywać tego, co zostało już kiedyś dokonane. W pogańskiej Europie legitymizacją powtarzania był boski rodowód danej czynności, jej uświęcenie mityczną opowieścią o początku, dlatego czas człowieka był czasem mitologicznym, przez to pełnym znaczenia i sensu. Szczególnie uwidaczniało się to podczas uroczystości nawiązujących bezpośrednio do wzorca postępowania, nie tylko opowiadanego, ale także odgrywanego. Z tego modelu wynika też koncepcja święta i czasu codziennego.

Duchowieństwo w średniowieczu wprowadziło w Europie rozumienie czasu jako odcinka, linii przeciętej punktami, wprowadzając tym samym kontrolę nad czasem. Dzwony, które duchowieństwu wskazywały porę jutrzni czy nieszporów, długo pozostawały jedynymi instrumentami odmierzającymi czas. Dźwięk dzwonów stopniowo zastępował świadomość zanurzenia w czasie. Dzwony używane do przypominania o modlitwie, porze gaszenia świateł w mieście znalazły zastosowanie także w folwarkach, gdzie regulowały czas pracy, były więc dzwon żniwny, dzwon do gaszenia pożaru, dzwon na wypędzanie bydła na pastwisko. Co ważne, dźwiękiem zakreślały także przestrzeń swojego oddziaływania, na przykład terytorium parafii czy choćby terytorium wokół kapliczki z dzwonkiem, jak w XIX-wiecznym krajobrazie wsi w krakowskim. W dalekim średniowieczu czas i cykl współistniały, dopiero późniejsze epoki, przez pojawienie się czasu kupieckiego – jak wiadomo czas to pieniądz – czasu miejskiego, rozbiły ostatecznie ten model. Reforma kalendarza z 1582 roku i osiągnięcia oświecenia, a potem rewolucja przemysłowa dokonały reszty. 

Poprzez drukowane od XV wieku coraz powszechniej kalendarze, a więc wydawnictwa zawierające astronomiczne i astrologiczne treści, oparte na obliczeniach cykli słonecznych i faz księżyca, ujęte w formę kompilacji porad czerpanych między innymi od starożytnych autorów, do szerokiej świadomości ziemiańskiej, a później chłopskiej przenikały treści na temat zasad gospodarowania oraz wiadomości o świecie, także wizualne, zamieszczano w nich na przykład odbitki drzeworytów. Wszystko to splatało się z praktycznym doświadczeniem i pozawerbalną wiedzą nabytą we współpracy z przyrodą. Kalendarz do dziś jest narzędziem, za pomocą którego zmagamy się z czasem, i choć w bardzo zmienionej formie, kontynuuje on odległą tradycję. 

Warto zauważyć, że szczególne wartościowanie czasu nadal ma miejsce, nie tylko w pozostałościach folkloru, ale też w codziennym odczuwaniu świata. W kulturze odnajdujemy wiele przykładów, że noce, zima, sen różnią się jakością odczuwanego czasu od dni, pory letniej i jawy. Czas ludzkiego życia od narodzin do śmierci wyraża się przez szczególne momenty pozostające jednak w swym powtarzalnym porządku. Całość tworzy sekwencje wyrażane w obrzędach (np. dorocznych) i rytuałach (np. życia rodzinnego). Ów kalendarz obrzędowy, jaki znamy współcześnie, ukształtował się poprzez nałożenie kalendarza liturgicznego Kościoła na zastane treści kultury ludności zamieszkującej obszar poddany chrystianizacji. Dobrym przykładem tych przekształceń jest powiązana z letnim przesileniem noc Kupały, sobótka, którą zaczęto nazywać nocą świętojańską. Inny przykład to święto obchodzone w połowie sierpnia, o zwyczajowej nazwie Matki Boskiej Zielnej, będące od starożytności w wielu europejskich kulturach świętem plonów personifikowanym w żeńskich bóstwach. 

Tłem rozważań o czasie, jaki przypadał i wciąż przypada w udziale społecznościom agrarnym, które w dużo większym stopniu niż dzisiejsi mieszkańcy miast zależą od dorocznego cyklu przyrody, choćby nawet ujętego w ryzy agrobiznesu, niech będzie folwark w Bobrku i jego XXI-wieczne otoczenie. Rozbudowany w XVII wieku zespół obiektów podworskich w tej nadwiślańskiej wsi, dawnym ośrodku grafiki ludowej, do dziś pozostaje w zasięgu dźwięku dzwonów kościoła pw. Przenajświętszej Trójcy i jest miejscem, w którym rozważania o odczuwaniu czasu można wcielić w jego materialne ślady. Także te we własnej kieszeni, gdy sięgamy po urządzenie z kalendarzem, by sprawdzić, która godzina.

Fot. J. Nowostawska-Gyalókay, CC BY SA 3.0.