350 metrów i dwa chrześcijańskie kalendarze

350 metrów i dwa chrześcijańskie kalendarze

Autor: Michał Choptiany, Licencja: CC BY-SA

Jednym z najbardziej zróżnicowanych pod względem religijnym obszarów Europy była niewątpliwie Rzeczpospolita Obojga Narodów, a Małopolska z Krakowem jako głównym ośrodkiem kulturalnym, intelektualnym i politycznym, znajdująca się na przecięciu głównych szlaków handlowych ze wschodu na zachód i z południa na północ, stanowiła autentyczny wyznaniowy i etniczny tygiel, w którym mieszały się różne prądy kulturowe, rozbrzmiewały (nie zawsze zgodnie) różne języki, wznoszono modlitwy w rozmaitych rytach i obrządkach, wreszcie – odmierzano czas według różnych skomplikowanych miar i systemów.

Już samo chrześcijaństwo ze swoim kalendarzem nie jest jednorodne i jednomyślne, czego skutki mieszkańcy regionu mogą obserwować choćby i dziś, kiedy małopolscy grekokatolicy i chrześcijanie prawosławni obchodzą Boże Narodzenie z dwutygodniowym „opóźnieniem” względem katolików, i wówczas, gdy ich Wielkanoc przypada w innym terminie niż Wielkanoc rzymska. Ma to swoje odzwierciedlenie również w życiu turystycznym – kiedy w okolicach naszego Nowego Roku małopolskie, głównie podtatrzańskie, kurorty odwiedzają goście zza wschodniej granicy, dla których Boże Narodzenie przypada 7 stycznia.
Takie zaburzenia w synchronizacji czasu – mające swoje źródła w kalendarzach religijnych, ale rzutujące również na kalendarz świecki, cywilny – wrastają w krajobraz kulturowy i są jego naturalnym elementem. Fizycznie może je dzielić dosłownie kilkuminutowy, niespieszny spacer – bo tyle czasu potrzeba, żeby przebyć liczącą 350 m drogę między dwoma obiektami tegorocznych Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego, rzymskokatolickim kościołem pw. św. Marka Ewangelisty oraz prawosławną cerkwią pw. Zaśnięcia NMP. Liturgie w tych dwóch świątyniach odbywają się według różnych rachub czasu i nie odpowiada za to bynajmniej żadne zakrzywienie czasoprzestrzeni. W związku z tym warto się zastanowić, jakie są źródła tego zjawiska. 

Początki chrześcijańskiego sposobu odmierzania czasu według miary „lat Pańskich” (anno Domini), której używamy dzisiaj w zachodnim kalendarzu już w całkowicie zsekularyzowany sposób, sięgają IV wieku. To wtedy mnich Dionizy Mały (Dionisius Exiguus) opracował ten system liczenia lat, wyznaczając datę narodziny Jezusa na podstawie swoich obliczeń i ustanawiając ją jako początek nowej ery. Nie wszyscy na przestrzeni wieków z tym wyliczeniem się zgadzali i chociaż nikt nie poważył się nigdy na to, aby dodać lub odjąć kilka lub kilkanaście lat do epoki chrześcijańskiej, to panowała zgoda co do tego, że źródła, na podstawie których epoka chrześcijańska została wyznaczona, są na tyle niejasne i miejscami sprzeczne, że możliwe są również inne sposoby wyznaczenia daty Bożego Narodzenia. Relacje zawarte w Nowym Testamencie w konfrontacji z innymi przekazami historycznymi z epoki i wiedzą na temat stosowanych wówczas miar czasu oraz rekonstrukcjami astronomicznymi sprawiały, że kontrowersje związane z chronologicznym datowaniem Bożego Narodzenia oraz wyznaczaniem daty śmierci Jezusa regularnie odżywały i powracają nawet współcześnie.

Nie chodzi jednak wyłącznie o datowanie dwóch kluczowych dla chrześcijaństwa wydarzeń historycznych, ale także o wyznaczanie dat świąt upamiętniających je każdego roku. O ile obchody Bożego Narodzenia powiązano na stałe z jedną konkretną datą, czyli 25 grudnia, to święta Wielkiej Nocy ze względu na ich zależność od kalendarza żydowskiego stały się świętem ruchomym. Chrześcijanie, choć jako wspólnota religijna wyrastający z judaizmu, byli w pierwszych wiekach poddanymi rzymskimi i w związku z tym rytm ich życia społecznego był podporządkowany kalendarzowi juliańskiemu, który został wprowadzony przez Juliusza Cezara 1 stycznia 46 roku p.n.e. Zasadnicza idea roku juliańskiego opierała się na uzgodnieniu kalendarza cywilnego z długością roku słonecznego: długość roku w tym pierwszym wynosiła 365,25 dnia, podczas gdy rok słoneczny (zwrotnikowy), mierzony dokładnie wynosi 365 dni 5 godz. 48 min. 64 sek., w wyniku czego zachodzi między nimi 11-minutowa różnica. Rok juliański składał się z miesięcy liczących po 30 i 31 dni, jedynie luty miał 28 dni. Ułamek 0,25 dnia „wystający” poza długość roku liczoną w dobach postanowiono sumować raz na cztery lata w postaci dodatkowego dnia (dies intercalaris, dzień przestępny), który początkowo uznawano za podwójne kalendy marcowe (czyli „podwójny pierwszy dzień” marca), a który ostatecznie został przyznany lutemu. Rozbieżność między kalendarzem juliańskim i rokiem słonecznym nie pozostała jednak bez konsekwencji – w tym wypadku dla sposobu obchodzenia Wielkanocy. Żydowskie święto Paschy upamiętniające wyjście Izraelitów z Egiptu stanowiło punkt odniesienia dla wyznaczania daty tego święta, ponieważ według relacji ewangelistów to w przeddzień Paschy doszło do ukrzyżowania i śmierci Jezusa. Wczesny Kościół, na soborze nicejskim z roku 325 ustalił, iż święto to powinno być obchodzone w pierwszą niedzielę po pełni księżyca przypadającej po równonocy wiosennej, którą sztucznie wyznaczono na 21 marca. Fakt, iż data Wielkanocy była także skorelowana z żydowską Paschą, wyznaczaną na 14. dzień miesiąca nisan w ramach kalendarza żydowskiego, który rządził się swoją własną logiką, bynajmniej nie czynił tej sytuacji łatwiejszą. Rozbieżność między kalendarzem juliańskim (w którego kategoriach myśleli ojcowie soboru) oraz długością roku astronomicznego sprawiła, że te dwa porządki zaczęły się coraz bardziej rozbiegać, a ustanowione przez władze kościelne tablice służące do obliczania dat świąt w kolejnych latach, rozpisane na wieloletnie, obejmujące 95 lat, cykle prowadziły do sprzeczności pomiędzy tym, co postulowane, i tym, co pokazywała empiria, i dodawanie dnia przestępnego raz na cztery lata nie było w stanie zaradzić temu narastającemu błędowi.

Z błędu kryjącego się w kalendarzu zdawano sobie sprawę już w średniowieczu, jednak próby podejmowane na ówczesnych soborach, także z udziałem akademików i dostojników związanych z Akademią Krakowską i Kościołem w Polsce, nie doszły do skutku. Reforma, czy też raczej korekta kalendarza, została wprowadzona dopiero w roku 1582 na mocy bulli Inter gravissimas ogłoszonej przez Grzegorza XIII, kiedy to z kalendarza wykreślono 10 dni i zmodyfikowano system naliczania lat przestępnych (z rytmu, według którego co czwarty miesiąc luty powinien mieć 29 dni, wykluczono lata podzielne przez 100, ale nie będące wielokrotnościami 400).

Kalendarz został jednak zreformowany w trudnym dla chrześcijaństwa momencie, kiedy to było ono już podzielone nie tylko na wschód i zachód, ale samo skrzydło zachodni było już dosyć mocno poturbowane toczonymi od kilkudziesięciu lat sporami między katolikami i wyznawcami różnych doktryn protestanckich. Decyzja zapadająca w Rzymie w związku z miarą czasu nie miała znaczenia dla tych, którzy nie uznawali decyzji papieża w innych sprawach i była traktowana bardziej jako zamach na tożsamość wspólnoty usiłującej zachować swoją odrębność względem Kościoła katolickiego, aniżeli jako próba uzgodnienia kalendarzowej teorii z tym, co podpowiadały coraz dokładniejsze obserwacje i obliczenia astronomów. W ten oto sposób Europa stała się kontynentem dwóch kalendarzy: nawet jeśli bowiem w sferze „cywilnej” mieszkańcy kontynentu, nie tylko katolicy, funkcjonowali według rachuby kalendarza gregoriańskiego, to rytm ich życia religijnego odbywał się według kalendarza, który uznawały władze danego kościoła. Małopolscy „gregoriańscy” katolicy oraz „juliańscy” prawosławni, grekokatolicy czy Ormianie mogli zatem prowadzić działalność gospodarczą i handel, stosując kalendarz gregoriański, którzy Rzeczpospolita przyjęła 15 października 1582 roku, jednak Wielkanoc obchodzili według swoich reguł i według tego, co dyktowały ich własne podręczniki komputu (łac. computus) – czyli teorii kalendarza, obejmującej między innymi metodę wyznaczania dat świąt ruchomych.

Ten kalendarzowy dualizm w obrębie chrześcijaństwa szybko znalazł przełożenie w rozwoju kalendarzy drukowanych, które zaliczały się do najpopularniejszych druków wydawanych w praktycznie wszystkich miastach mających zaplecze w postaci jakiegoś ośrodka edukacyjnego i działających w jego pobliżu drukarni. Drukarze krakowscy, wydający kalendarze i almanachy już od XV wieku, szybko odpowiedzieli na tę sytuację, produkując druki uwzględniające kalendarz stary i nowy, obok wszystkich innych tradycyjnych elementów, takich jak przepowiednie astrologiczne, porady gospodarskie oraz garść informacji z historii powszechnej. Dzięki tym ostatnim mieszkaniec Krakowa, Zamościa, Lublina czy Lwowa mógł się dowiedzieć nie tylko tego, którego dnia przypadnie Wielkanoc w jego własnym kościele i kiedy będzie obchodził ją jego sąsiad, ale także, w którym roku od stworzenia świata to wszystko będzie miało miejsce i w jakim miejscu na osi czasu się znajduje.


Literatura: B. Blackburn, L. Holford-Strevens, The Oxford Companion to the Year: An Exploration of calendar customs and time-reckoning, Oxford: Oxford University Press, 1999; J. Naumowicz, Geneza chrześcijańskiej rachuby lat. Historyczno-teologiczne podstawy systemu Dionizego Mniejszego, Kraków–Tyniec: Wydawnictwo Benedyktynów, 2000; Kalendarze, red. E. Gigilewicz, Lublin: TN KUL, 2003; C.P.E. Nothaft, Dating the Passion: The Life of Jesus and the Emergence of Scientific Chronology (200–1600), Leiden–Boston: Brill, 2012; H. Wąsowicz, Chronologia średniowieczna, Lublin: WN KUL, 2013.


W tekście wykorzystane zostały wyniki badań sfinansowanych ze środków Narodowego Centrum Nauki przyznanych w ramach finansowania stażu po uzyskaniu stopnia naukowego doktora na podstawie decyzji numer DEC-2013/08/S/HS3/00192 (Chronologia i kalendarze w kulturze umysłowej Europy Środkowo-Wschodniej, 1400–1700).

Fot.  K. Fidyk, CC BY SA 3.0.