Słodko-gorzka saga

Słodko-gorzka saga

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

Kryształowe lustra z Belgii, bufet z włoskiego alabastru, specjalnie zaprojektowane meble i polichromia – kawiarnia Jana Noworolskiego w Sukiennicach od dnia otwarcia zasłynie jako najelegantszy lokal w mieście. Na kawie i ciastku spotykali się tu profesorowie, politycy i artyści. 

Zmiana otoczenia

Nigdy nie był w Krakowie. Przodem wysyła szpiegów. Chce, by znaleźli mu lokal na kawiarnię. 
Szpiedzy donoszą: Michalik skłonny jest odsprzedać Jamę. Przez jakiś czas toczą się potajemne rozmowy, ale Jan rezygnuje. Ma na oku inną lokalizację. Sukiennice.

Kawiarnia w Sukiennicach istniała od 1880 roku. Wytworny lokal prowadzili Roman Heinrich i Stanisław Rehman. Po ich śmierci przejął go niejaki Lardemer, lecz splajtował. Kawiarnia upadła, a ruinę odkupił stary krakowski cukiernik Władysław Kondolewicz. Kiedy zmarł, biznes odziedziczył syn Adam. Szpiedzy donoszą, że Adam ledwie daje sobie radę z wielkim lokalem…

Jan nie waha się. Zwija lwowsko-stanisławowskie interesy i wchodzi w spółkę z młodym Kondolewiczem. Po przyjeździe do Krakowa rzuca się w wir pracy. Kawiarnia wymaga generalnego remontu.

Noworolski najprawdopodobniej za pośrednictwem Sperlinga, zatrudnia Eugeniusza Dąbrowę-Dąbrowskiego i zamawia u niego kompletny wystrój wnętrza. Dąbrowa zajmuje się malarstwem i architekturą, projektuje meble, kilimy i książki (np. Głos kobiet w sprawie kwestyi kobiecej). 
Prasa widzi w nim „jednego z najbardziej utalentowanych naszych artystów, jednego z nielicznych, którzy twórczo realizują swój zmysł dekoracyi”.
Przy projektowaniu wnętrza „Noworola” Dąbrowa sięga po wzorce z Wiednia. 

Pierwsza sala – obmyśla – będzie nazywała się Biała i będzie buduarem dla pań: ściany wyłoży się lustrami i kremową boazerią, a przy ścianach ustawi kanapy wyściełane czerwonym pluszem. Górą, pod sufitem, namaluje się pawie (zrobi to sam lub ręką Henryka Uziembły). Do kolejnej Sali – Liliowej lub Lustrzanej – będzie się przechodziło przez przeszklone drzwi (szkło zatrzymuje dym; w buduarze dla pań nie wolno palić). To pomieszczenie ma trafić w gust męski: orzech, czerń, stare złoto, ciemna boazeria i owalne lustra. Dalej – planuje Dąbrowa – będzie Palarnia. Na tle olbrzymiego zwierciadła ustawi się zegar o pozłacanej tarczy. Kanapy będą obite na zielono, a na środku wzniesie się podium dla palaczy. 
Noworolski nie żałuje nakładów. Kryształowe lustra sprowadza z Belgii, na bufet ściąga blat z włoskiego alabastru, maszyny do parzenia kawy przywozi od Meyerhoffera z Wiednia, a godło firmy graweruje na srebrze. 

Komunikację między kelnerami a mieszczącą się w piwnicach kuchnią zapewnia specjalnym aparatem akustycznym i windą ręczną. Wykonanie zaprojektowanych przez Dąbrowę mebli zleca warsztatowi stolarskiemu Sperlinga z ulicy Dunajewskiego. 

Sperling robi meble i przywozi do Sukiennic do zamontowania. 

Ale mebli nie da się zamontować. Wybucha afera. 

– Grosza ode mnie nie dostanie! Niech to wszystko zabiera i spali w kominku! – gorączkuje się Jan i przygotowuje pismo do adwokata. 

Plusz i kapitalizm

Dopiero w lipcu 1912 roku lokal w Sukiennicach jest gotów na przyjęcie gości. Szybko zyskuje stałych klientów. Na herbatkę z kieliszkiem soku wpadają profesorowie z uniwersytetu. Murzynka, czyli kawę z bitą śmietaną, popija generał Haller, a kapucyna, czyli cappuccino, zamawia Ignacy Daszyński. W siwej od dymu Palarni nalewkami Noworolskiego raczą się Tetmajer, Fałat, Piłsudski i Rydz-Śmigły. W buduarze dla pań Jacek Malczewski stawia lody córeczkom swojej muzy – pani Balowej. 

Ponoć gdzieś w kącie, na kapitalistycznych pluszach, zaszywa się nawet Lenin. Przynajmniej dopóki kelnerzy nie wypatrzą go i nie wyproszą – jest biedny i nie pasuje do poziomu lokalu.

„Noworol” to w końcu eleganckie miejsce. Jedyne, czego mu brakuje, to toalety, lecz Jan Noworolski jest świadom tego mankamentu. Podpisuje z miastem specjalną umowę. Jego goście mogą bez przeszkód korzystać z szaletu w Sukiennicach (…). 

W 1939 roku wybucha wojna, ale kawiarnia w Sukiennicach działa. Rok później szklane drzwi otwiera Aleksander Frochner. Gospodarskim okiem spogląda na belgijskie lustra, czerwony plusz i wiedeński ekspres do kawy. Przychodzi w imieniu gubernatora Hansa Franka…

Jeśli chcecie wiedzieć, jak kończy się ta historia, koniecznie zajrzyjcie tutaj: http://dnidziedzictwa.pl/wp-content/uploads/wejdz-na-szlak.pdf

Bibliografia:
Kozioł A., W Noworolu, „Dziennik Polski”, 19 lutego 2005.
Paluch J. M., Rozmowa z Tadeuszem Noworolskim, „Cracovia Leopolis” 1995, nr I.

Fot. Joanna Nowostawska-Gyalókay, CC BY SA