Sztuka na pograniczu polsko-węgierskim

Sztuka na pograniczu polsko-węgierskim

Autor: Zoltan Gyalókay, Licencja: CC BY-SA

Jeśli spojrzymy na mapę Polski, wyda się nam, że Małopolska leży na peryferiach Rzeczypospolitej. Od południa opiera się bowiem o wyraźną granicę, jaką jest łuk Karpat, najwyższy łańcuch górski w tej części kontynentu. Szczyty tego pasma sięgające często ponad tysiąc metrów nad poziom morza zamykają nasz, często także myślowy, horyzont. Sądzimy, że świat za nimi jest mniej lub bardziej, ale jednak odmienny od tego, w którym się urodziliśmy.

W dawnych wiekach ta izolacja musiała być jeszcze większa, bo, jak wiemy, górska podróż bywała wtedy trudnym, wręcz niebezpiecznym przedsięwzięciem. Na przekór tym wyobrażeniom, historia przekazuje nam obraz całkiem odmienny. Obszar ten, obfitujący w strome przełęcze i nieprzebyte lasy stał się zamiast oddzielającym murem, miejscem, gdzie przebiegały ważne szlaki łączące północ i południe środkowej części Europy. Mieszkańcy ziemi krakowskiej, Podhala lub Sądecczyzny często wybierali się na drugą stronę Karpat, przekraczając tę naturalną granicę. 

Do zrozumienia tego, jakie były predyspozycje komunikacyjne tych gór, musimy spojrzeć na nie inaczej, niż czynimy to na co dzień. Porzućmy więc na chwilę punkt widzenia, który rysuje panoramę Karpat od „naszej” strony i spróbujmy ogarnąć całość z lotu ptaka. Dziś, aby tego dokonać, nie jesteśmy zdani jedynie na siłę wyobraźni, ale możemy to zobaczyć na własne oczy. Jeśli ktoś podróżował kiedyś samolotem z Krakowa do Wiednia w bezchmurny dzień, z pewnością nie zapomni widoku masywu Tatr wyłaniającego się w sposób niemalże dotykalny tuż po starcie z Balic. Ale Karpaty to także Wielka i Mała Fatra, Słowackie Beskidy oraz Beskid Żywiecki od zachodu, z południa zaś Tatry Niskie i Rudawy Słowackie. Na północ rozciągają się Gorce, Beskid Makowski i Wyspowy, a na wschodzie piętrzą się Góry Lewockie i Beskid Sądecki z Pieninami, dalej Góry Czerchowskie i Beskid Niski. 

Pogórze Karpackie to jednak nie tylko obszar geograficzny, to także przestrzeń wielokulturowych regionów historycznych. Korzenie tej wielokulturowości stają się zrozumiałe dopiero wtedy, gdy sięgniemy w historii do momentu, w którym zaczęły się zaludniać dotąd niezamieszkałe doliny górskie. Proces ten przebiegał z największą intensywnością w wieku XIV. Dopiero wówczas Karpaty przestały dzielić, a stały się miejscem gospodarczej i kulturowej wymiany.

Nie ulega wątpliwości, że w średniowieczu podstawą dla wzbogacania się miast był handel. Miejscem wymiany handlowej był rynek miasta, a szlaki handlowe siatką łączącą rynki poszczególnych ośrodków. Szlaki te w Karpatach powstały w naturalny sposób w dolinach wyrzeźbionych przez przepływające potoki i rzeki górskie. Ciągnące się przez setki kilometrów doliny stały się korytarzami komunikacyjnymi nie tylko poprzez ujście jednej rzeki w drugą, ale także dlatego, że ich źródła znajdowały się na grzbietach gór, blisko względem siebie. W ten sposób można było przedostać się z Krakowa na przykład dolinami Wisły i Raby na Podhale. Następnie, odnajdując źródła Czarnego Dunajca, przejść do źródeł Orawy i, śledząc jej bieg, dojść do Wagu, a potem doliną Dunaju do Ostrzyhomia i Budy, stolicy Królestwa Węgierskiego. Ten przykład ukazuje, jak ważne były dla podróżowania rzeki Raba, Poprad, Dunajec, Orawa, Wag, Hornad, żeby wspomnieć tylko najważniejsze. A także miasta. Kraków, Buda i Koszyce, a pomiędzy nimi Lewocza, Kieżmarok, Bardiów, Preszów, Bochnia, Nowy Targ, Stary i Nowy Sącz, Biecz... 

Miasta bezustannie konkurowały z sobą nie tylko ekonomicznie, ale także w upiększaniu swoich przestrzeni publicznych. W ten sposób szczególnie wnętrza sakralne wzbogaciły się świętymi wizerunkami, które dziś postrzegamy jako dzieła sztuki. Można byłoby mnożyć przykłady dzieł architektury, rzeźby, malarstwa i rzemiosła artystycznego, które noszą wspólne znamiona stylu z obu stron Karpat. Powstały one często jako „produkty” warsztatów pracujących nieraz na zlecenie odbiorców w odległych od siebie miastach.

Przykładem takiego artysty przedsiębiorcy jest żyjący w wieku XV Jakub z Sącza, który swój warsztat prowadził w Krakowie, jednak pracował także na zamówienie zleceniodawców ze Lwowa i Bardiowa. Rada tego ostatniego miasta zleciła mu dla tamtejszego kościoła św. Idziego budowę wielkiego ołtarza, z którego dziś pozostała jedna figura, jako jedyne znane dziś dzieło niezwykle aktywnego wówczas warsztatu malarsko-rzeźbiarskiego.
Kolejny przykład łączy dwa miasta i dwóch rzeźbiarzy. Mowa o Krakowie i Lewoczy oraz artystów, którzy w obu miastach pozostawili znaczące dzieła. Są nimi Wit Stwosz i Paweł z Lewoczy. Dwadzieścia lat działalności Stwosza w Krakowie nie pozostało bez echa nie tylko w mieście królów polskich, jego twórczość promieniowała także na sąsiednie regiony. Jednym z najlepszych uczniów mistrza Wita był Paweł z Lewoczy (i nie ważne, czy był nim osobiście lub też uczył się niezwykłej wirtuozerii rzeźbienia drewna, oglądając pilnie Stwoszowskie dzieła). Dowodem doskonałego przyswojenia zasad tego ekspresyjnego stylu jest ołtarz główny fary św. Jakuba w Lewoczy. Paweł tworzył tu dzieło przewyższające rozmiarami wszystkie znane nam ołtarze skrzydłowe epoki gotyku. Warsztat tego rzeźbiarza działał w Lewoczy przez trzy pierwsze dziesięciolecia XVI wieku, a jego sztuka stała się wzorem dla innych mistrzów, wykonujących licznie ołtarze dla kościołów w miastach spiskich.

Zaledwie kilka przykładów wielowiekowych kontaktów między Królestwami Polskim i Węgier dowodzi, jak żywa była wymiana towarów i dzieł między regionami, pozornie oddzielonymi od siebie wysokimi górami. Z pewnością granice były bardziej otwarte niż w XX wieku, wieku totalitaryzmów i żelaznych kurtyn. Być może początek XXI wieku to czas, w którym musimy się nauczyć na nowo tej otwartości, która była naturalna dla ludzi żyjących w dawnych wiekach.

Fot. Zoltán Gyalókay, CC BY SA 3.0.