Pierwsi „spuscoce”

Pierwsi „spuscoce”

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

Jak uprawa ziemniaków w Norwegii, stroma droga na pocztę w Austrii oraz nieudane polowanie pod Jasłem przyczyniły się do powstania nart. 

Zima 1888 roku jest ciężka, śnieżna. Stanisław Barabasz z ponurą miną wygląda przez okna dworu w Cieklinie. Nici z polowania, na które przyjechał tu aż z Krakowa! By nie wpaść w zaspy myśliwy musiałby chyba ubrać te „łyże”, o jakich Barabasz czytał w opowieściach wracających z Sybiru zesłańców. Unieruchomionemu we dworze myśliwemu śnią się dzicy Lapończycy, polujący z łukami na reny. Z nudów bierze ołówek i zaczyna szkicować. Jest dyrektorem Szkoły Kreślarskiej przy Muzeum Techniczno-Przemysłowym, bez problemu rysuje na kartce dwie długie, drewniane deski. Czy zdaje sobie sprawę, że właśnie zaprojektował pierwsze polskie narty?

Oczywiście, Barabasz nie odkrywa Ameryki. Ludzkość zna narciarstwo od około 5000 lat. Pierwsi narciarze śmigają po górach Ałtaj i nad Bajkałem, widać ich na rysunkach naskalnych w Norwegii. Najstarsze odnalezione narty liczą sobie 3500 lat, mierzą 111 cm długości, około 10 cm szerokości i są produkcji szwedzkiej. Niestety, nie da się na nich zjeżdżać ze stromizny; służą do sunięcia po śniegu myśliwym i wędrowcom. Pra-narty, których ludzkość używa aż do połowy XIX wieku, to prawie trzymetrowe, szerokie, ciężkie i tępe dechy z wgłębieniem na stopę lub pojedynczym pasem mocującym. Rewolucję sprzętową świat zawdzięczać będzie… norweskiemu hodowcy ziemniaków.

Sondre Norheim mieszka 50 km na północ od Oslo, w prowincji Telemark. Jego ziemniaczane pola leżą na zboczach pobliskich gór. A że Sondre jest także stolarzem, znajduje sposób na usprawnienie poruszania się po polach zimą. Narty, które projektuje w 1868 roku, mają od 2 do 2,5 m długości i zmienną szerokość (89 mm przy czubku, 70 mm w talii i 76 mm przy piętce). Te proporcje będą obowiązywać przez najbliższe 120 lat! Sondre wymyśla także zupełnie nowe wiązania. Kocha skakać na swoich nartach i irytuje go, że ciągle gubi je w locie. Z brzozowych korzeni skręca więc cięgno, które obejmuje piętę i wiąże ją z nartą, lecz pozwala jej ruszać się w górę i w dół. Takie właśnie narty zamawia sobie mieszkający w austriackich Alpach Czech Mathias Zdarsky. Zamawia i… o mało się na nich nie zabija.

Mathias Zdarsky żyje w Lilienfeld, nieopodal St. Pölten, i jest świeżo po lekturze książki Fridtjofa Nansena o wyprawie na nartach na Grenlandię. Narciarstwo wydaje mu się niezłym sposobem na ożywienie opustoszałych zimą alpejskich kurortów. Zamawia więc norweskie narty i natychmiast chce je wypróbować. Powrót z poczty niemal kosztuje go życie. To, co świetnie sprawdzało się na płaskowyżu Telemarku, nie nadaje się na strome stoki Alp. Zdarsky nie poddaje się jednak. Przerabia deski, eksperymentuje. Obmyślone przez niego narty mają ostatecznie 190 cm i metalowe wiązania, a do jazdy na nich przydaje się odkryta przez Mathiasa technika hamowania pługiem i bocznym ślizgiem oraz – dwa kijki zamiast jednego!

W 1888 roku w Cieklinie Stanisław Barabasz nie ma jednak jeszcze pojęcia o eksperymentach Zdarsky’ego. Natchnienie czerpie raczej z opowieści polskich zesłańców na Syberię, gdzie miejscowi wciąż polują na archaicznych „łyżach”. Karol Dettloff, ciekliński zarządca, poleca Barabaszowi swojego stelmacha Teodora Poliwkę. „Znalazły się dwie deski, jedna jesionowa, druga bukowa. Ale nie szkodzi, dobrze, że i takie są” – zapisze 20 lat później Barabasz w swoich Wspomnieniach narciarza. – „Wystrugał je stelmach, ale tak cienko, jak gdyby miały służyć za linje do tablicy szkolnej”. Końce desek ostrzą do szpica, wyparzają w gorącej wodzie i nad ogniskiem wyginają ku górze. Barabasz i Dettloff chcą natychmiast wypróbować wynalazek. „Naturalnie chcieliśmy zaraz latać – skutek tego zaś był taki, że po kilkakrotnym upadku i wstawaniu przy pomocy wszystkich bez wyjątku mięśni, a przede wszystkim języka i gardła, po jednej turze wokoło domu, wracało się zziajanym i spoconym ku wielkiej uciesze kobiet, zwłaszcza służebnych”. Polowanie, niestety, nie udaje się. Zanim panowie nauczą się jeździć, śnieg robi się zleżały i narty świszczą na nim tak, że „zwierzyna, nienawykła do obcego głosu, wymyka na ogromne odległości”.

Barabasz nie poddaje się łatwo. Zabiera narty do Krakowa. Nocami sunie na nich po Błoniach, poluje w okolicznych lasach. Radzą mu, żeby przesiadł się na rower, ale jest uparty. W Wielki Piątek 1894 roku wchodzi na nartach nad Czarny Staw Gąsienicowy, prześlizguje się po jego zamarzniętej tafli, po czym, nasmarowawszy deski oliwą spod sardynek, zjeżdża do Kuźnic. W 1901 roku przeprowadza się do Zakopanego. Będzie tu dyrektorem Szkoły Przemysłu Drzewnego. Wkrótce poza meblami w stylu zakopiańskim, szkolne warsztaty jako pierwsze w Polsce produkować zaczną… narty. Barabasz sam będzie uczył narciarstwa wszystkich chętnych – postawi jedynie warunek, że adept ma zarazić zamiłowaniem do „ski”, czyli „latających desek”, kolejną osobę. Tych pierwszych miłośników narciarstwa górale będą nazywać „skijorzami” albo „spuscocami”. A będzie ich coraz więcej. W kożuszkach i pelerynkach, czapkach baranich, kapeluszach z piórami i melonikach, panowie i panie coraz chętniej przypinać będą narty. W 1904 roku Zakopane po raz pierwszy zobaczy deski z metalowym wiązaniem, typu lilienfeldzkiego (Barabasz uzna je za zbyt długie i ciężkie, i przerobi po swojemu: będą miały 170 cm, lżejsze wiązanie i inicjały SB; są do dzisiaj w Muzeum Tatrzańskim). Za nimi pod Tatry przyjedzie także ich twórca, słynny Mathias Zdarsky, by rozpocząć kursy jazdy.

Białe szaleństwo na dobre opanowuje polskie góry, by już nigdy ich nie opuścić.


Korzystałam z artykułów Wojciecha Szatkowskiego Stanisław Barabasz – pierwszy zakopiański narciarz (http://www.muzeumtatrzanskie.com.pl/UserFiles/File/PDF/WS_Stanislaw_Barabasz_-_pierwszy_narciarz_zak...) oraz Rafała Grzesika Historia rozwoju technologii narciarskich od prehistorii po XX wiek (http://www.narty.pl/tresc-artykulu/artykulu/historia-rozwoju-technologii-narciarskich-od-prehistorii...)

Fot. Wikipedia, domena publiczna