Twarzą w twarz z kostuchą

Twarzą w twarz z kostuchą

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY

Miały przypominać o tym, że śmierć jest zawsze blisko, a do swego straszliwego tańca porywa każdego, niezależnie od wieku, statusu i zasobności portfela. Najbardziej sugestywne powstały w czasach baroku, kiedy przez Polskę przetaczały się kolejne epidemie, wojny i plagi. Zapraszamy Was na wyprawę szlakiem małopolskich wizerunków śmierci.

W tańcu
W kościele OO. Bernardynów w Krakowie na Stradomiu, w kaplicy św. Anny, znajdziemy jedno z najstarszych w Małopolsce przedstawień śmierci. To prawdziwy danse macabre: na pochodzącym z ostatniej ćwierci XVII wieku olejnym obrazie, kobiety wszelkich stanów – od chłopki po szlachciankę – tańczą w kręgu ze szkieletami. Przygrywają im mężczyźni, którym nuty trzymają inne kościotrupy. Nieznany malarz umieścił wokół czternaście medalionów z postaciami papieża, cesarza, szlachcica, chłopa, błazna czy nawet dziecka – z każdym tańcuje szkielet, każdy też opatrzony jest czterowierszem. Główne pole obrazu wieńczy strofa:
„Różnych Stanów piękne grono
Gęstą Śmiercią przepleciono
Żyjąc wszystko tańcujemy
A że obok Śmierć nie wiemy”.

W kole
W południowej nawie kościoła św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu znajdziemy „Koło Śmierci”. Ten malowany na desce barokowy obraz także wypełniają kościotrupy. Nieznany autor nawiązał do symbolicznych przedstawień koła Fortuny i koła życia. Stworzył jednak krąg śmierci. Pomiędzy szprychami tego dziwnego koła kręcą się czaszki w paradnych nakryciach głowy: tiarze, mitrze, kardynalskim kapeluszu, hełmie rycerza. Na obręczy wyczytamy: „Semel mori, post hoc autem iudicium, statum est omnibus hominibus” („Raz tylko umrzeć, potem jednak sąd, postanowione dla wszystkich ludzi”).

W katakumbach
Zwiedzanie Krakowa szlakiem kostuchy nie byłoby pełne bez odwiedzin w katakumbach kościoła OO. Reformatów. Śmierć można tu obejrzeć bardzo dosłownie. Specyficzny mikroklimat podziemi sprawił, że spoczywające w kryptach ciała uległy zmumifikowaniu. W ciągu dwustu lat, od 1667 roku, pochowano tu ponad tysiąc osób, w tym 731 świeckich ze znakomitych rodów Wielopolskich, Jabłonowskich, Morsztynów czy Szembeków. Zakonnicy spoczywają pod prezbiterium, wprost na ziemi. Jeden tylko – zmarły w opinii świętości ojciec Sebastian Wolicki – leży w szklanej trumnie. Wieczny odpoczynek w katakumbach znalazł także anonimowy żołnierz napoleoński, pochowany w mundurze i z bronią oraz Domicella Skalska, która przez 20 lat była służącą w kościele, by dopiero na łożu śmierci wyznać, iż naprawdę jest… hrabiną.
Na kościele OO. Reformatów wisi także jeden z trzech zachowanych w Krakowie dzwonków za konających.

W drewnianym kościółku
Śladem małopolskich wizerunków śmierci warto podążyć do maleńkiej Binarowej, położonej na zachód od Biecza. Całe wnętrze drewnianego kościoła, pochodzącego z ok. 1500 roku, pokrywają tu niesamowite barokowe malowidła. Na ścianach prezbiterium widnieje 21 scen Męki Pańskiej, w nawie zobaczymy jak życiodajna krew Chrystusa wypływa z „Tłoczni Mistycznej”, człowiek staje na rozdrożach żywota, zaś św. Paweł jest kamienowany, a w kaplicy Aniołów Stróżów wąsate (!) chóry anielskie śpiewają „sanctus”… W tych malowanych rekolekcjach, które dla niepiśmiennych parafian, kuszonych przez bardzo w tych stronach licznych arian, zgotował najprawdopodobniej XVII-wieczny proboszcz Bartłomiej Zagrodzki, nie mogło oczywiście zabraknąć ducha „memento mori”. Na drewnianych ścianach znajdziemy tu m.in. wspaniałego kościotrupa z kosą (w złotej koronie!) i scenę, gdy Nagła Śmierć przeszywa strzałą bogatego bankiera nad stołem pełnym monet. Malowidłami z Binarowej zachwycał się już Stanisław Wyspiański, a poeta Miron Białoszewski poświęcił im wiersz „Stara pieśń na inną Binarową”.

Korzystałam m.in. z artykułu Agnieszki Sikory „Makabryzm” (Wiedza i życie nr 3/1998)
Fot. Joanna Nowostawska-Gyalókay, archiwum MIK, CC BY