Hyr o Janosiku

Hyr o Janosiku

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

Z Leszkiem Młodzianowskim, prezesem Fundacji Zbójnicki Szlak, rozmawia Katarzyna Kobylarczyk. 


- Świętuje Pan 26 marca? To Dzień Dobrego Łotra, zwany też Dniem Janosika.

- Nie, nie świętuję. Dobry Łotr jest patronem więźniów, nawróconych grzeszników oraz skruszonych złodziei. Stanowi wzór doskonałego żalu za grzechy. Juraj Janosik, który 18 marca 1713 roku został powieszony w Liptowskim Mikulaszu, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i wydaje mi się, że nawet tuż przed śmiercią nie żałował tego, co zrobił. Trzeba rozróżnić łotra, złodzieja, rozbójnika, zbója i zbójnika. Zbójnik potrafił brać, ale i dawać, a bycie nim było wielkim honorem i zaszczytem. Zbójnicy nawet podczas tortur nie okazywali skruchy. Nie nawracali na „lepszą” drogę, ponieważ byli przeświadczeni, że robią dobrze, że równają świat.

- I rzeczywiście robili dobrze?

- Z całą pewnością walczyli z niesprawiedliwością społeczną, nie chcieli podporządkowywać się obowiązującym normom społecznym. Nie nazwałbym zbójników łotrami. To złe porównanie. Zbójnik to zbójnik, a nie łotr. Mogę świętować pamięć po zbójnikach w dniu 24 czerwca, na św. Jana Chrzciciela, który był ich patronem.

- A zatem, skoro prawdziwy Janosik nie był Dobrym Łotrem, to kim był?

- Słowakiem. Synem chłopa. Naprawdę nazywał się Juraj (czyli Jerzy) Janosik i urodził się 25 stycznia 1688 roku w Terchowej. Doświadczenie w walce zdobył, uczestnicząc w powstaniu Franciszka Rakoczego. Później poszedł do austro-węgierskiego wojska i odbywał służbę w więzieniu na zamku w Bytczy. Los chciał, że pilnował groźnego zbójnika Tomasza Uhorczyka, a ten zdołał zaprzyjaźnić się ze swym strażnikiem. Kiedy Uhorczyk uciekł z więzienia, odnalazł Janosika w cywilu i namówił do zbójowania. 29 września 1711 roku, w dniu św. Michała, Janosik złożył Uhorczykowi dziewięciokrotną przysięgę na wierność. Ich pierwszym wspólnym łupem było płótno na koszule.

- Czemu zatem to nie Uhorczyk rozpala do dziś masową wyobraźnię?

- Ponieważ Uhorczyk osiadł, ożenił się, zmienił nazwisko i oddał bandę Janosikowi. A ten zbójował dalej – z różnym skutkiem. Rabował broń, wino, pieniądze i owce, ale bywało, że jego łupem padła na przykład mantylka żony parocha od św. Jana. Pewnej białogłowie odebrał sześć sznurów modrych pereł, srebrne torebki, trzy nowe suknie i kapelusz pilśniowy. Wyraźnie starał się nie przelewać krwi. Banda Janosika miała jednak na sumieniu morderstwo proboszcza z Demanicy i syna kowala z Bobrowca. Wiemy przy tym, że Janosik rzeczywiście wspierał okolicznych chłopów, dzielił się z nimi zdobytymi dobrami, choćby zrabowanym winem.

- Był w ogóle przystojny jak Perepeczko? Wiemy coś na ten temat?

- Cóż, z wyglądu mógł być bardzo przeciętny i ginąć w tłumie. Musiał natomiast znać doskonale topografię terenu, w którym zbójował, być sprawny fizycznie, gibki, władać pistolcem, ciupagą i nożem zbójeckim, i na pewno potrafił się dobrze bić. Harnasiem nie zostawał byle kto. Janosik musiał być inteligentny, sprytny, odważny, śmiały, bo tylko taki mężczyzna mógł zostać kapitanem lub inaczej mówiąc starszym, który przewodził zbójeckiej kompanii.

- A Maryna? Była jakaś Maryna?

- Zbójnicy mieli swoje kochanki, zwane frajerkami. Bycie frajerką było dużym wyróżnieniem dla dziewczyny, umacniało jej pozycję we wsi. Zbójnicy wybierali najpiękniejsze dziewczyny, często pasterki. Budowali dla nich dwory zbójeckie gdzieś na uboczu, poza wsią, blisko rzeki czy szlaku w góry, aby w razie pościgu harników móc szybko zbiec. Często w domach frajerek cała kompania zbójecka miała swoją nieoficjalną siedzibę, stąd planowano nowe napady, tutaj ukrywano skradzione skarby.

- Prawdziwy Janosik skończył równie źle jak filmowy?

- Został schwytany wraz ze zdemaskowanym Uhorczykiem i Janem Kruticą. Sądzono ich od 16 do 17 marca 1713 roku, poddając torturom. Ostatecznie Uhorczyka skazano na łamanie kołem, Kruticę na ścięcie mieczem, a Janosika powieszono, wbijając mu hak pod żebro.

- Niezależnie od tego, kim był i co tak naprawdę robił – wszyscy kochamy Janosika. Czechosłowacy mieli go na banknocie 500-koronowym i 2-koronowej monecie, a po II wojnie światowej można było nawet dostać Medal Janosika, za partyzantkę. Skąd to uwielbienie?

- W XIX wieku zbójnictwo stało się jednym z wiodących tematów folkloru. Na jego kanwie zrodził się mit, traktujący o bohaterstwie zbójników, walczących z wyzyskiem społecznym, niesprawiedliwością, uciskiem społecznym. Ten mit wybielił złe postępki zbójników i zamienił ich w bohaterów narodowych wielu karpackich krajów. Skutecznie zatarł granice pomiędzy legendą a rzeczywistością, zakorzenił się w powieści, poezji, muzyce, filmie i plastyce. Wielu ludzi uważa zbójników za tych, którzy „równali świat, brali bogatym i dawali biednym”. Tak też było z najsłynniejszym zbójnikiem karpackim Jurajem Janosikiem.

- Czy dziś Janosik jest nam jeszcze w ogóle potrzebny do szczęścia? Może wystarczy Spiderman...?

- Zbójnictwo ciągle jest zjawiskiem żywym, intrygującym, wywołującym żywe dyskusje w gronie socjologów, etnografów i historyków. Zostawiło po sobie trwały ślad w postaci mitu o szlachetnych „chłopcach zza buka, co świat równali”. Mit ten istnieje po dziś dzień, utrwalił się i zakorzenił na stałe w folklorze góralskim. Kultywujemy go w Fundacji „Zbójnicki Szlak”, która chroni od zapomnienia dawne tradycje zbójeckie. Jestem pewien, że – niezależnie od wszystkiego – hyr o Janosiku nigdy nie zaginie.


Fot. pomnik Juraja Janosika w słowackim Terchowej, Jerzy Opiła, Wikipedia, CC BY SA 3.0.