Krakowskie bujanie w obłokach

Krakowskie bujanie w obłokach

Autor: Katarzyna Kobylarczyk, Licencja: CC BY-SA

Chcesz pobujać w obłokach? Zapraszamy do Krakowa – chmury i chmurki zajmują średnio 68 procent naszego nieba, a nieskazitelny błękit trafia się tylko kilka dni w roku!

Jeśli nie przepadasz za żarem, lejącym się z nieba, Kraków to dobre miejsce dla ciebie – jest bowiem miastem dość pochmurnym. Nie obawiaj się jednak. Wprawdzie zachmurzenie zajmuje u nas średnio 68 procent powierzchni nieba, ale to tylko… o 4 procent więcej niż polska średnia! Ten wynik wystarczył jednak, by w latach 60. Władze martwiły się, że Kraków pod względem chmur wypada niekorzystnie na tle innych miast. Za przesłanianie błękitu nieba próbowano obwiniać rozwijający się przemysł, a zwłaszcza Hutę im. Lenina. Badania wykazały jednak, że podobne tendencje pogodowe występowały wtedy w całym kraju. Największego pecha mieli ci, którzy wybrali się do Krakowa w 1957. W tym roku w nie zanotowano u nas ani jednego dnia bez chmur! Zazwyczaj można liczyć na średnio 5-6 takich dni. Rekordowy był pod tym względem 1997 rok. Nieskażony błękit utrzymywał się wówczas aż przez 27 dni!

Na jakie zatem chmury możecie u nas liczyć? Polecamy oczywiście najpopularniejsze polskie obłoki, czyli altocumulusy i stratocumulusy, związane z masami powietrza polarno-morskiego. Koneserom możemy jednak zapewnić coś specjalnego. To chmury w kształcie soczewki lub migdała. Od góry i dołu owiewa je nasz niepowtarzalny halny. Rzadziej niż np. w Lublinie czy Rzeszowie pojawiają się u nas niosące burzę cumulonimbusy. Podobno pod względem obłoków podobni jesteśmy za to do czeskiej Pragi…

Krakowskie zachmurzenie zmieniało się na przestrzeni wieków. Jeszcze sto lat temu miasto było znacznie bardziej zabagnione, a że leży w kotlinie, często pojawiały się nad nim mgły i warstwowe chmury, zwane stratusami. Było bez wątpienia tajemniczo i klimatycznie. Dziś takich oparów bywa już znacznie mniej – osuszyliśmy bagna, stawy i rzeczki, zabetonowaliśmy ulice i place. Mamy dzięki temu więcej chmur konwekcyjnych – przyjemniejszych dla oka, bo rozbudowanych w pionie, porozdzielanych przerwami, w których widać słońce. Ciekawy wpływ na nasze niebo ma także najnowsza technika. Nad nowohuckim kombinatem przy silnych mrozach pojawiają się czasem chmury kłębiaste, które raczej nie występują w chłodnej połowie roku. A jeśli wybierasz się do nas tanimi liniami lotniczymi, wiedz, że ich pojawienie się nad Krakowem również miało wpływ na obłoki. Odkąd na Balicach ląduje i startuje Ryanair, na naszym niebie znacznie częściej obserwujemy cirrusy. Meteorolodzy mówią, że tworzą się ze smug kondensacyjnych – ciepłego powietrza z silników, w którym, po ochłodzeniu, tworzą się kryształki lodu. Taki ślad może się z czasem przemienić w cirrusa.

Skąd tak wiele wiemy o krakowskich chmurach? Nasze miasto może poszczycić się prawdziwym fenomenem – stacją meteorologiczną w Ogrodzie Botanicznym. Codzienne obserwacje pogody prowadzi się w niej nieprzerwanie od 1825 r. Choć w Europie istnieją starsze od naszej stacje meteorologiczne, żadna nie może poszczycić się taką ciągłością pomiarów, zachowaną nawet podczas wojen.

Pierwsze zapisy zawdzięczamy astronomom. Obserwatorium powstało w Ogrodzie w 1792 roku. Dla śledzenia ruchów gwiazd zachmurzenie było sprawą kluczową, więc – przy okazji – zapisywano także, jaka była pogoda (oraz inne ciekawe rzeczy: pierwsze kumkanie żab, przelot bocianów…). Z czasem stacja meteorologiczna urosła i wypełniła się profesjonalnym sprzętem pomiarowym. Już w 1883 roku (a więc ledwie rok po wynalezieniu!) ściągnięto do niej heliograf, urządzenie do pomiaru usłonecznienia. Na świecie działało wówczas tylko pięć takich przyrządów!

A zatem, niezależnie czy wolisz pobujać w obłokach, czy wygrzać się na słońcu – zapraszamy do Krakowa.



Korzystałam z książki i wiedzy pani dr Doroty Matuszek, autorki publikacji Chmury – klasyfikacja, rozpoznawanie, pogoda.
Fot. pixabay.com, domena publiczna